Dwa lata temu Robert spotkał się po raz pierwszy z nowym szefem ONI.

– Proszę usiąść, panie poruczniku – głos Dustina pozbawiony był serdeczności. – Na podstawie lektury pańskich akt doszedłem do wniosku, że jest pan człowiekiem dosyć niezależnym.

Do czego, u diabła, zmierza? - zastanawiał się Robert. Postanowił na razie milczeć.

Thornton uniósł wzrok.

– Nie wiem, w jaki sposób admirał Whittaker kierował tym biurem, kiedy był tu jeszcze szefem, ale od tej chwili wszystko wykonywane będzie co do joty. Oczekuję, by moje rozkazy wypełniane były ściśle. Czy wyrażam się jasno?

Jezu - pomyślał Robert – o co mu, u diabła, chodzi?

– Czy wyrażam się jasno, panie poruczniku?

– Tak. Oczekuje pan, że pańskie rozkazy będą wypełniane ściśle. – Zastanawiał się, czy powinien zasalutować.

– To wszystko.

Ale to wcale nie było wszystko.

Miesiąc później Robert został wysłany do wschodnich Niemiec, by pomóc przedostać się na Zachód pewnemu naukowcowi, który chciał zbiec z kraju. Zadanie było niebezpieczne, ponieważ Stasi, Wschodnioniemiecka Tajna Służba Bezpieczeństwa, dowiedziała się o zamierzonej ucieczce i pilnie obserwowała uczonego. Mimo to Robertowi udało się przerzucić mężczyznę przez granicę w bezpieczne miejsce. Załatwiał mu wyjazd do Waszyngtonu, kiedy zadzwonił do niego Dustin Thornton i zakomunikował mu, że sytuacja uległa zmianie i że ma zaniechać dalszej akcji.

– Nie możemy go teraz tak zostawić – zaprotestował Robert. – Przecież go zabiją.

– To już nie nasza sprawa – odpowiedział Thornton. – Rozkazuję panu natychmiast wracać.

Mam cię gdzieś - pomyślał Robert. – Nie opuszczę go. Zadzwonił do swego przyjaciela z MI 6, wywiadu brytyjskiego, i przedstawił mu sprawę.

– Jeśli wróci do NRD – powiedział Robert – zadźgają go. Przejmiesz go?

– Zorientuję się, co się da zrobić, stary. Przywieź go.



18 из 290