– Dziękuję.

Brama otworzyła się i Robert skierował się w stronę ogromnego, białego gmachu. Przed wejściem stał mężczyzna w cywilnym ubraniu, trzęsąc się z zimna w chłodnym październikowym powietrzu.

– Panie poruczniku, wóz może pan zostawić tutaj! – wykrzyknął. – Zaopiekujemy się nim.

Robert Bellamy zostawił kluczyk w stacyjce i wysiadł. Czekający na niego mężczyzna miał około trzydziestu lat, był wysoki, chudy i miał ziemistą cerę. Sprawiał wrażenie, jakby od lat nie widział słońca.

– Nazywam się Harrison Keller. Zaprowadzę pana do gabinetu generała Hilliarda.

Weszli do przestronnego holu o wysokim stropie. Za biurkiem siedział mężczyzna w cywilnym ubraniu.

– Poruczniku Bellamy…

Robert Bellamy obrócił się i w tej samej chwili usłyszał trzask aparatu fotograficznego.

– Dziękuję panu.

Robert Bellamy zwrócił się do Kellera:

– Co to…?

– To potrwa dosłownie moment – zapewnił go Harrison Keller.

Sześćdziesiąt sekund później Robertowi Bellamy’emu wręczono niebiesko-białą plakietkę identyfikacyjną opatrzoną zdjęciem.

– Proszę jej nie zdejmować przez cały czas przebywania w tym budynku, panie poruczniku.

– Dobrze.

Ruszyli długim, białym korytarzem. Robert Bellamy dostrzegł po obu stronach holu rozmieszczone co sześć metrów kamery.

– Jak duży jest ten budynek?

– Ma nieco ponad 185 tysięcy metrów kwadratowych, panie poruczniku.

– Co takiego?

– Tak, tak. Idzie pan najdłuższym korytarzem świata – ma prawie trzysta metrów. Jesteśmy tu całkowicie samowystarczalni. Dysponujemy centrum handlowym, barem samoobsługowym, urzędem pocztowym, ośmioma bufetami, szpitalem z salą operacyjną, przychodnią stomatologiczną, oddziałem State Bank of Laurel, pralnią chemiczną, warsztatem szewskim, salonem fryzjerskim i paroma innymi rzeczami.

Zupełnie jak drugi dom - pomyślał Robert. Wydało mu się to dziwnie przygnębiające.



7 из 290