do dźwięczącej pustki w głowie, dopóki nie odkryjesz, że właściwie nie czytasz – ledwie trzymasz książkę i masz już zamknięte oczy – i wtedy delikatnie, pieszczotliwie – żeby nie rozwiać senności, nie wystraszyć jej – wyłączasz światło i pogrążasz się ? zapomnianą i pożądaną drzemkę – żeby za kilka minut – sen rozpadł się! – zadrżawszy, nagle odczuwamy naszą trzeźwą jaźń na samym dnie okrągłej czaszy nocnej ciemności. Przerażone serce bije jak oszalałe w klatce piersiowej, i właśnie wtedy pojawiają się cichcem, niechciane, myśli – wampiry, ukryte za samo-okłamywaniem się, – wpijają się w mózg plątaniną czarnych pijawek.

Przestajesz okłamywać siebie i otwierasz oczy. Patrzysz w ciemność, przelewającą się przez brzeg nocy, czując swój oddech, który ciepłym owalem przebija się przez chłód nieoświetlonego powietrza. Podskakujesz na każdy dźwięk, przerywający się przez cieniutką oponę milczenia: skrzypienie tramwaju, piosenkę pijaka, leniwy sygnał-krzyk wystraszonego alarmu samochodowego – denerwują ciebie, zmuszają twoje serce do nerwowego, rozpaczliwego trzepotu – i cieszą – ponieważ na jakiś to ułamek sekundy unieruchamiają tłoczące się w głowę myśli.

A myśli tłoczą się, ściskają twoje serce, odżywają gorączkowym dreszczem po nagle spoconej skórze, i zatykają nam dech, wstrzymując go mocno ściśniętym kułakiem gdzieś tam pomiędzy przeponą i wibrującymi z wysiłku żebrami. I tylko z rzadka nachodzą nas, krótkotrwałe zapaści w niebyt, w drzemkę: niczym szczęk bezpiecznika, wyłączającego przeciążoną jaźń...



12 из 35