
A tak na prawdę – za wcześnie zrobiliśmy sobie dziecko. Mogła jeszcze troszkę poczekać! Chociaż, oczywiście, ciężko przechodziła aborcje. Po każdej – całkiem nie była sobą. Złośliwa, dominująca – klęła Kosowa, klęła. Przyznawała, że najzwyczajniej nic nie może ze sobą zrobić – tak reaguje: w takie dni nienawidziła wszystkich i wszystkiego, a szczególnie jego, Kosowa. A po trzeciej aborcji – po prostu odeszła. Powiedziała: "Konie, Sieriej. Nie mogę więcej. No nie mo-gę! Żegnaj." I odeszła.
Nie pobiegł za nią, nie błagał o powrót. Wiedział: to beznadziejne. Wiedział: byłoby tylko gorzej. Przeszło.
Ale naprawdę kochał. I tylko ją. Nie zdradził ani razu. Całe życie Kosowa to był tylko – dom i praca. A i w pracy: cały czas tylko pragnął być w domu, śpieszył się do Niny. A ona mimo wszystko odeszła.
Najpierw Kosow próbował pić, ale nie mógł się upić: upojenie wprowadzało go w stan takiego przygnębienia – rozpaczy – że kiedyś Kosow mało nie zadławił się wieszając się we własnej wannie na haczyku od prysznica. W ostatniej chwili nagle stało mu się żal – siebie; i rozryczał się (zupełnie jak baba, lamentując i lekko wyjąc): na kolanach, z głową na brzegu wanny; potem ucichł: zasnął. Po tym już nie próbował pić.
Nie oszukali: przywieźli, ustawili łoże, tam gdzie wskazał Kosow, i – okazało się, że to w ogóle unikalny, robiony na zamówienie model, wyprodukowany nie dla zysku, a właściwie – nie wiadomo z jakiego powodu: konwersja przemysłu zbrojeniowego na produkcję cywilną.
