Długo sprawdzali oscylogramy w punktach pomiarów kontrolnych, odrzucając niezręczne propozycje jakiejkolwiek pomocy Kosowa, odmówili nie tylko wódki, ale i zakąski – i odeszli.

A Kosow pozostał. On – i pośród porozstawianych po kątach mebli – zostało też kremowo lśniące łoże, błyszczące jak jarząca się plastykowa naklejka na ściemniałym starym obrazie.

Kosow szybko przejrzał odbity na ksero maszynopis instrukcji, i zdecydował się skorzystać z niego od razu, nie czekając na stosowny czas. Nastawił budzik na szóstą trzydzieści cztery (strasznie nie lubił okrągłych liczb), wypróbował wibromasażystę, trochę wahając się wyłączył termoregulator, i – z zatrzymanym na sekundę sercem – nacisnął na przycisk "sen".

Nic się  nie stało. W myślach Kosowa formułowała się złość na oszustów-handlowców, ale nie zdążyła się wykształcić, zwiesiła się jak zwiędły owoc w opustoszałej świadomości. Myśli jego leniwie kłębiły się grzęznąc w asfaltowej mazi. Zdążył tylko odczuć niecodzienne, zapomniane szczęście: nie odczuwania myślenia – i zapadł w sen. Aparat pracował.

Stopniowo Kosow docenił i wibromasażystę, i przyjemność spania pod cieniutkim prześcieradłem – termoregulator zlikwidował potrzebę sypiania pod kołdrą, ale – mimo wszystko -najważniejszą dla niego – Kosowa – częścią cudu – łóżka był elektrosen.



16 из 35