Gorączkowy, zabiegany i  zaszargany świat wzdrygnął się i nabrał stateczności. Teraz nic go już nie ruszy. To nie tak, żeby nie spotykał nieprzyjemności – natykały się one na monolit spokojnego snu Kosowa i ... rozpływały się. A i sam Kosow – stał się – jak skała. Twardo stał na nogach, czując, że jego tyły są bezpiecznie chronione – ponieważ, jakby nie próbowano jego zgiąć i złamać w ciągu dnia – w nocy, zwykłym naciśnięciem przycisku, usuwał to, anulował wszystkie takie wysiłki. I im bardziej było trudno, tym większe odprężenie przynosił sen, stawał się ratunkiem, panaceum. Przyzwyczajenie weszło mu w krew, i Kosow – już nawet bez określonego powodu – kiedy nie miał co robić – uciekał w sen.

W dwa miesiące od chwili kiedy pojawiło się u niego to łóżko, Kosow z przyzwyczajenia sięgnął rankiem po papierosa z paczki, podniósł go do ust, a wtedy nagle coś go całego targnęło, odrzucił papierosa, i z ostatecznym obrzydzeniem, zmiął i wyrzucił ledwo rozpoczętą paczkę. Razem z snem wracało mu zdrowie – fizyczne i duchowe.

Sen, co prawda, miewa i swoją "ciemną stronę": koszmary. Za którymś razem Kosow obudził się nagle z uczuciem, że przeżuwa go jakaś ogromna, gorąca i zaśliniona paszcza, miękko przesuwając w bezzębnych dziąsłach. Przerażony, wyrwał się, usiadł – owiało go chłodem – i dopiero wtedy Kosow zrozumiał, że to tylko pracujące na pełną moc – termoregulator i wibromasażysta. Najzwyczajniej w świecie przetaczał się we własnym pocie po pulsujących rolkach "masażysty". Kosow westchnął, zmniejszał temperaturę i moc aż do momentu poczucia przyjemnego kołysania i nacisnął przycisk.



17 из 35