
– Ale w związku z tym rozdziałem chyba nie ma o czym dyskutować? – spytał Morten.
– Tak nie można powiedzieć – sprzeciwiła się Vesla. – Jest w nim na przykład mowa o śmierci stryja Estelli, Jorge, w klasztorze.
– To prawda. Mnisi, słudzy inkwizycji, najwyraźniej znów wówczas zadziałali – powiedział Pedro. – O jakim to klasztorze mowa?
– San Salvador de Leyre – odparł Jordi. – To niezwykle piękny, wielki, wysoko położony klasztor. Wciąż mieszkają w nim zakonnicy.
Można tam przenocować za wcale rozsądną cenę.
– Powinniśmy kiedyś spróbować – zaproponował Antonio.
– Może wręcz okaże się to konieczne – odparł Jordi dość złowieszczo.
– Mamy też w końcu nazwę domu Estelli. „Castillo de Ramiro” – przypomniała Gudrun. – Wiadomo ci coś na ten temat, Jordi? Wiesz, na przykład, gdzie on leży?
– Nie. Może ty coś słyszałeś, Pedro?
– Niestety, ta nazwa jest mi całkowicie obca. Może w ogóle już nie istnieje?
– Castillo! Twierdza albo zamek? Wiele trzeba, żeby taka budowla została zrównana z ziemią.
– Rozumiem, że nie chodzi tu o ruiny tego dworu, który odwiedziliście? – dopytywała się Gudrun.
– O, nie, absolutnie nie – odpowiedział Jordi. – Castillo de Ramiro musi leżeć dalej na północ, wyżej w górach. Estella bowiem w ciągu jednego popołudnia zdołała dojechać stamtąd do domu swego stryja Dominga, odległość nie mogła więc być duża. A stryj mieszkał już w Pirenejach. Ale nie będziemy się zastanawiać nad tym, gdzie leżał dom stryja Dominga, bo to nie ma znaczenia dla całej zagadki, jest raczej nieistotne. Natomiast dom Estelli powinniśmy zlokalizować.
– Nazwa mogła się zmienić – podsunął Antonio, prostując nogę.
– Tak, to niewykluczone. Możemy mieć więc problemy. Vesla zapatrzyła się gdzieś daleko.
– Zastanawiam się nad tym dywanem, który ciągnęli ci ludzie.
Co to miało znaczyć? Czyżby coś nim owinięto?
