
– A co się wydarzyło czwartego lipca? Catherine aż wstrzymała oddech, gdyż zakłopotanie, jakie odczuwała w stosunku do Claya, stało się niesłychanie nieprzyjemne.
– Mieliśmy randkę w ciemno.
W pokoju zapanowała martwa cisza. Catherine pomyślała, że wszyscy już obliczyli, iż od tamtej pory upłynęło dwa i pół miesiąca.
Claiborne zacisnął zęby i wysunął szczękę.
– I co? Słychać było jedynie trzaskanie ognia na kominku. Clay milczał, przez chwilę zatrzymując wzrok na Catherine.
– Stanowczo odmawiam odpowiedzi na kolejne pytania, dopóki Catherine i ja nie porozmawiamy na osobności – powiedział, zaskakując ją tym całkowicie.
– Clayu Forresterze, odpowiesz na moje pytanie tu i teraz! – wybuchnął jego ojciec, uderzając pięścią w blat biurka. – Byłeś czy nie byłeś z tą kobietą czwartego lipca?
– Z całym szacunkiem, ojcze, to nie twój interes – odparł Clay, z trudem kontrolując głos.
Pani Forrester przyłożyła do ust drżącą rękę, błagając syna oczami, by wszystkiemu zaprzeczył.
– Twierdzisz, że to nie mój interes, kiedy ten mężczyzna grozi, że wytoczy ci proces o ojcostwo, i narazi na szwank twoją, a także moją reputację w tym mieście?
– To ojciec nauczył mnie, że każdy sam odpowiada za swoją reputację. Jeśli o ojca chodzi, nie sądzę, by było się czym martwić.
– Clay, chcę jedynie znać prawdę. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, to na Boga, przestań ochraniać tę dziewczynę i powiedz to. Jeśli brzmi „tak”, przyznaj się i skończymy z tą farsą.
– Odmawiam odpowiedzi, dopóki ona i ja nie porozmawiamy na osobności. Jak widać, pominięto nas we wcześniejszej dyskusji. Udzielę odpowiedzi, jeśli pozwoli nam ojciec porozmawiać.
Dał Catherine znak, by poszła za nim, lecz ona zbyt była zaskoczona, żeby się poruszyć. Taki rozwój wypadków okazał się dla niej całkowicie nieoczekiwany.
– Chwileczkę, synu! – syknął Herb Anderson. – Nie wywiniesz się tak łatwo i nie wystrychniesz mnie na dudka. Przejrzałem cię. Myślisz, że wywleczesz ją stąd, zatkasz usta jakimiś marnymi kilkuset dolcami i będziesz miał problem z głowy, co?
