
– Chodźmy. – Clay zrobił krok, żeby wyminąć Andersona.
– Powiedziałem, chwileczkę! – Anderson wbił swoje tłuste palce w pierś Claya.
– Zejdź mi z drogi. – Jakaś groźna, ostrzegawcza nuta w jego głosie sprawiła, że Anderson ustąpił. Clay ruszył w stronę drzwi, rzeczowo radząc Catherine: – Lepiej chodź ze mną, jeśli chcesz swego dobra.
Podeszła do Claya niczym marionetka. Za jej plecami ojciec kontynuował swoją tyradę.
– Niech ci tylko nie przyjdzie do głowy dawać jej jakieś pieniądze, żeby pozbyła się dzieciaka, słyszysz! I trzymaj łapy przy sobie, kochasiu, bo sprowadzę na ciebie policję, zanim skończy się noc!
Z płonącą twarzą, z drżeniem serca Catherine podążyła za Clayem do holu. Przypuszczała, że zaprowadzi ją do innego pokoju, ale on podszedł do frontowych drzwi i otworzył je gwałtownie.
– Chodź, przejedziemy się. – Zaskoczył ją do tego stopnia, że stanęła jak wryta. Kiedy Clay zdał sobie sprawę, że ona nie idzie za nim, odwrócił się. – Musimy porozmawiać, a niech mnie licho porwie, jeśli zrobię to w tym samym domu, w którym przebywają nasi rodzice.
Catherine stała nieporuszona. Jej szeroko rozwarte oczy zdradzały wahanie i nieufność.
– Wolałabym zostać tutaj albo pójść na spacer. Jednakże Clay nie zamierzał ustąpić.
– Nie masz wyboru – stwierdził kategorycznie i obrócił się na pięcie. Z gabinetu dobiegał głos ojca dziewczyny, nadal dręczącego Forresterów. Nie widząc innego wyjścia, podążyła w końcu za Clayem.
ROZDZIAŁ 2
Srebrna corvetta stała zaparkowana na podjeździe obok rodzinnej limuzyny. Nie czekając na Catherine, Clay gwałtownie otworzył drzwi i wsiadł, po czym zapatrzył się martwo przed siebie, podczas gdy ona starała się ocenić ryzyko. Właściwie nic o nim nie wiedziała. Jaki ma charakter? Czy jest równie wybuchowy jak jej ojciec? Czy przyparty do muru, byłby zdolny do gwałtownych czynów? Do czego mógłby się posunąć, by uniemożliwić jej skomplikowanie sobie życia?
