– Potrząsnął Clayowi pięścią przed nosem. – Tym razem będziesz musiał zapłacić albo oskarżę cię o gwałt i pożałujesz, że nie jesteś pedałem!

Catherine, udręczona, wiedziała, że nie ma sensu się wtrącać. Jej ojciec pił przez cały dzień, przygotowując się do tej sceny. Wiedziała, że ten moment się zbliża, ale nic nie mogła na to poradzić.

– Clay, czy znasz tę kobietę? – zapytał ponuro ojciec, ignorując wybuch Andersona.

Zanim Clay zdołał odpowiedzieć, Herb Anderson przysunął twarz do twarzy córki i zażądał:

– Powiedz mu, dziewczyno… powiedz mu, że ten tu kochaś zrobił ci dziecko! – Catherine instynktownie cofnęła się przed odrażającą wonią jego oddechu, ale złapał ją pod brodę i zachrypiał: – No, powiedz mu, siostro, jeśli ci życie miłe!

Clay stanął między nimi dwojgiem.

– Zaraz, chwileczkę! Niech pan zabierze od niej ręce! Przecież już wskazała mnie palcem, w przeciwnym bowiem razie nie byłoby was tutaj. – Po czym już spokojniej dodał:

– Powiedziałem, że jej nie znam, ale ją pamiętam. Catherine rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie. Właściwie ostatnią rzeczą, jakiej chciała od Claya Forrestera, było szlachetne poświęcenie.

– A widzicie! – Anderson wykonał ruch, jakby rzucał na stół atutową kartę. Twarz pani Forrester drgnęła. Jej mąż ze zdziwieniem otworzył usta.

– Przyznajesz zatem, że dziecko tej kobiety jest twoje?

– wykrzyknął z niewiarą w głosie Claiborne Forrester.

– Niczego takiego nie powiedziałem. Przyznałem jedynie, że ją poznaję.

– Od kiedy ją znasz? – nalegał Claiborne.

– Od tego lata.

– Tego lata, ale od kiedy?

– Myślę, że był to lipiec.

– Myślisz, że to był lipiec! Może byś zrobił coś lepszego, zamiast tylko myśleć!

– To był lipiec. Zadowolona mina Herba Andersona sprawiła, że jego twarz wyglądała jeszcze ohydniej niż zazwyczaj.

– Dokładniej – naciskał Claiborne.

– Czwarty lipca.



9 из 355