Clay odwrócił się i zobaczył, że dziewczyna spogląda przez ramię na frontowe drzwi, jakby spodziewając się, że pojawi się w nich ktoś, kto mógłby jej pomóc.

– Wsiadaj, skończymy z tym raz na zawsze. – Słowa, jakich użył, wcale nie dodały jej otuchy.

– Ja… ja naprawdę nie mam ochoty na przejażdżkę – wyjąkała.

– Nie mów tylko, że się mnie boisz! – zakpił, śmiejąc się oschle. – Przyznasz, że trochę na to za późno? – Zapalił silnik, nie spuszczając z niej bezczelnego wzroku. Kiedy już znalazła się w samochodzie, zdała sobie sprawę, że nie wzięła pod uwagę jednej ewentualności: Clay zabije ich oboje, zanim skończy się ta jazda! Ruszył jak szaleniec brukowanym podjazdem tak szybko, że wypielęgnowany żywopłot rozmazał się za oknami samochodu. Z impetem wyjechał na ulicę i pędził labiryntem uliczek na złamanie karku. Uderzeniem dłoni włączył kasetę z pulsującą muzyką rockową. Nie miała wpływu na to, jak Clay prowadzi, ale ściszyła muzykę. Rzucił jej spojrzenie z ukosa, po czym jeszcze mocniej nacisnął gaz. Catherine zaparła się w fotelu i próbowała zignorować jego dziecinne wyczyny, pozwalając, by dał upust rozpierającej go złości.

Trzymał kierownicę nonszalancko jedną ręką, jakby chciał jej pokazać, że potrafi tak prowadzić.

Siedziała z nogą założoną na nogę tylko po to, by mu pokazać, że tak potrafi.

Ścinali zakręty, jadąc pod górę i mijając dziwne znaki drogowe, aż Catherine przestała się orientować, gdzie się znajdują. Clay wziął ostry zakręt w prawo, po czym jeszcze ostrzejszy znowu w prawo, przeleciał pomiędzy dwoma słupkami bramy i wjechał na żwirową ścieżkę. Światła samochodu omiotły napis: PARKOWANIE DOZWOLONE OD 10.00 DO…

– ale jechali zbyt szybko, żeby Catherine dostrzegła resztę. Na szczycie następnego wzniesienia wjechali na parking otoczony drzewami. Clay zatrzymał samochód w taki sam sposób, w jaki go prowadził – za szybko. Musiała oprzeć się o deskę rozdzielczą, żeby nie wypaść przez przednią szybę. Nadal jednak nie odezwała się ani na niego nie spojrzała.



12 из 355