Clay był zadowolony, że udało mu się wytrącić ją z tej cholernej wyniosłej pozy, wyłączył silnik i odwrócił się do niej. Przyglądał się jej niewyraźnemu w ciemności profilowi, wiedząc, że wprawia jato w zakłopotanie, co doskonale sprzyjało jego celom.

– W porządku – powiedział tonem tak suchym, jak to tylko było możliwe. – W co grasz?

– Żałuję, że to nie gra. Niestety, to bardzo prawdziwe.

– Nie wątpiłem w to ani przez chwilę – powiedział z przekąsem. – Chcę tylko wiedzieć, dlaczego właśnie mnie sobie upatrzyłaś.

– Rozumiem, że nie chciałeś odpowiadać w obecności naszych rodziców, ale tutaj, kiedy jesteśmy tylko we dwoje, nie ma sensu udawać, oboje znamy prawdę.

– A co, do diabła, jest prawdą?

– Prawdą jest to, że jestem w ciąży, a ty jesteś ojcem.

– Ja jestem ojcem! – Był bardzo wzburzony, ale ona już wolała jego wrzaski od sposobu, w jaki prowadził samochód.

– Wydajesz się zdziwiony – powiedziała beznamiętnie, rzucając mu spojrzenie z ukosa.

– „Zdziwiony” to niezupełnie to słowo! Czy rzeczywiście myślałaś, że dam się nabrać na ten pseudosąd, jaki się tam odbył? – Założył ręce.

– Nie – odparła – myślałam, że od razu zaprzeczysz, iż mnie kiedykolwiek widziałeś, i to będzie koniec. Pójdziemy każde swoją drogą.

Jej szczerość trochę go rozbroiła.

– Wygląda na to, że tak powinienem zrobić.

– Przeżyję to – powiedziała beznamiętnym głosem. Zaskoczyła go; pomyślał, że jest dziwna, taka opanowana, prawie zimna, jakby cała ta sprawa nie jej dotyczyła.

– Jeżeli możesz beze mnie przeżyć, to powiedz mi, po co doprowadziłaś do tej konfrontacji?

– To nie ja, to mój ojciec.

– Przypuszczam, że to on wpadł na pomysł, by w ten sposób wedrzeć się do naszego domu.



13 из 355