– To prawda.

– Ty nie miałaś z tym nic wspólnego – dodał z ironią. W końcu Catherine zdenerwowała się i straciła opanowanie. Obróciła się gwałtownie na siedzeniu i rzuciła:

– Zanim powiesz coś jeszcze tym swoim… cholernie oskarżycielskim tonem, chcę, żebyś wiedział, iż nic od ciebie nie chcę! Absolutnie nic!

– Po co więc tu jesteś i dopiekasz mi do żywego?

– Dopiekam panu do żywego, panie Forrester? – odparowała. – To ostatnia rzecz, jaką bym chciała zrobić!

Celowo zignorował jej wypowiedź, choć poczuł się dotknięty.

– Czy chcesz, żebym w to uwierzył po tych wszystkich oskarżeniach, jakie na mnie rzucono dzisiaj wieczorem?

– Możesz wierzyć, w co chcesz – powiedziała i zrezygnowana odwróciła się od niego. – Niczego nie oczekuję, chcę tylko, żeby zostawiono mnie w spokoju.

– Czemu więc przyszłaś? – Gdy nie odpowiedziała, powtórzył pytanie: – Dlaczego?

Milczała uporczywie. Nie chciała ani jego współczucia, ani pieniędzy, ani nazwiska. Chciała jedynie, żeby jak najszybciej nadszedł jutrzejszy dzień.

Rozgniewany jej obojętnością, złapał ją brutalnie za ramię.

– Posłuchaj, panienko, ja nie… Szarpnęła rękę, próbując wyzwolić się z jego uchwytu.

– Mam na imię Catherine – syknęła.

– Wiem, jak masz na imię!

– Potrzebowałeś trochę czasu, żeby sobie przypomnieć, prawda?

– A co to ma do rzeczy?

– Proszę puścić moje ramię, panie Forrester, to boli. Opuścił rękę, ale w jego głosie, teraz lekko śpiewnym, pojawiła się kpina.

– Och, rozumiem, pani czuje się obrażona, bo nie poznałem jej od razu, czyż nie tak? – Nie odpowiedziała, ale poczuła, że się czerwieni. – Czy słusznie wyczuwam w tym jakąś niespójność? Albo chcesz, żebym cię rozpoznał, albo nie. O co ci w końcu chodzi?

– Powtarzam, że nic od ciebie nie chcę. Proszę, odwieź mnie do domu.

– Zawiozę cię do domu dopiero wtedy, kiedy dowiem się dokładnie, o co ci chodzi.



14 из 355