
– Który… – Głos mu się załamał i musiał odchrząknąć. – Który dom?
– Trzeci z prawej.
Samochód zatrzymał się przy krawężniku i Clay z zamierzoną powolnością włączył jałowy bieg, po czym zmienił światła na postojowe. Teraz mogła uciec, ale co dziwne, została.
Clay pochylił się nad kierownicą w sposób, do którego Catherine już się zaczęła przyzwyczajać. Skierował wzrok na ciemny dom, a następnie na nią.
– Nic ci się nie stanie? – zapytał.
– Nic. A co z tobą?
– Boże, nie wiem. – Odchylił się w tył i zamknął oczy. Catherine przyglądała się, jak jabłko Adama na jego szyi podnosi się i opada.
– Cóż… – Położyła dłoń na klamce.
– Nie powiesz mi, jakie masz zamiary?
– Nie, ale wiedz, że mam pewne plany.
– A co z twoim ojcem?
– Wkrótce wyjadę. Tyle ci powiem. Jestem jego asem w rękawie, a kiedy mnie nie będzie, nie będzie miał czym cię straszyć.
– Nie myślałem o sobie, myślałem o tobie, o tym, co się stanie, gdy wejdziesz do środka.
– Nie zadawaj takich pytań, dobrze?
– Zmusił cię do przyjścia do nas dzisiaj wieczorem, prawda? – W jego głosie brzmiało napięcie.
– Powiedziałam, żadnych pytań, panie Forrester – odparła niepokojąco łagodnym głosem.
