
– Hej, poczekaj chwilę… – Pochylił się na siedzeniu, wpatrując się w nią z dziwnie smutnym wyrazem oczu i ust. – Ja… Jak masz na nazwisko, bo nie pamiętam, Catherine?
– Anderson. Nazwisko jest tak popularne, że łatwo je zapomnieć.
Odwróciła się i wbiegła do domu.
Kiedy zniknęła, Clay Forrester, odziany w drogą, szytą na miarę sportową marynarkę, objął ramionami kierownicę swojego kosztownego sportowego samochodu, położył na nich swą dobrze przystrzyżoną głowę, wiedząc, że jak długo będzie żyć, nie zapomni jej nazwiska.
ROZDZIAŁ 3
Na dole paliła się jedynie lampka na konsoli. W jej świetle Clay dostrzegł swe odbicie w lustrze. Zobaczył ściągnięte brwi. Catherine Anderson, pomyślał. Catherine Anderson. Ponieważ nie spodobało mu się to, co zobaczył, szybko zgasił światło.
Na górze drzwi do sypialni rodziców były otwarte. Lampa z ich pokoju rzucała na korytarz snop światła. Clay zatrzymał się z rękami opartymi na biodrach, wpatrując się w podłogę w sposób, w jaki to zwykle czynił, gdy był zmartwiony, i zastanawiał się, co im powiedzieć.
– Clay? Słyszeliśmy, jak wróciłeś. Wejdź. – Ojciec podszedł do otwartych drzwi. Stojąc w cieniu, Clay przyglądał mu się, jego ciężkiej welurowej bonżurce, opadającej na spodnie niczym krótkie kimono. Włosy okalały zdrową twarz starszego pana miękkimi srebrnymi falami. Przez chwilę Clay chciał objąć ojca za szyję i wtulić twarz w te srebrne fale, poczuć przy swoim policzku jego opalony policzek, jak wówczas kiedy był dzieckiem i przybiegał rano po uścisk.
– Nie chciałem, żebyście ty i mama tak długo na mnie czekali.
– Tak czy owak nie mogliśmy spać. Wejdź. Dywan koloru kości słoniowej tłumił kroki ojca, kiedy Clay podążył za nim. Zastał matkę ubraną w elegancki kremowy szlafrok, ze stopami podwiniętymi w rogu szaroniebieskiego krzesła obitego jedwabiem.
Miał wrażenie, że czas cofnął się o dwadzieścia lat. Jako że każde z nich podążało własnymi ścieżkami, rzadko przebywali razem nie ubrani wyjściowo. Teraz nie było wytwornego kostiumu, wysokich obcasów i biżuterii. Na brzegu krzesła siedziała skulona, nieszczęśliwa kobieta. Clay ponownie miał to dziwne uczucie, jakiego doznał w korytarzu. Chciał wtulić twarz w jej kolana i znowu być jej małym chłopczykiem. Powstrzymał go jednak wyraz twarzy matki.
