
– Wypiliśmy właśnie po kieliszku białego wina, żeby uspokoić zszarpane nerwy – powiedział ojciec, przechodząc przez pokój, by napełnić kieliszek trunkiem z kryształowej karafki, podczas gdy Clay usiadł na takim samym krześle, jak krzesło matki. – A ty się napijesz?
– Nie, dziękuję. – Z ironią pomyślał: wino, zdradzieckie wino.
– Clay, niczego nie zakładamy. Jeszcze nie – zaczął ojciec. – Nadal czekamy na twoją odpowiedź.
Clay spojrzał na zaniepokojoną twarz matki, na całą jej postać, która milcząco błagała o jedno: nie chcę wiedzieć tego, co może być prawdą. Ojciec stał z kieliszkiem w dłoni, wpatrując się w niego, czekając.
– Wygląda na to, że Catherine ma rację – wyznał Clay, nie mogąc oderwać wzroku od zmieniającego się wyrazu twarzy matki, jej rozszerzających się oczu, które wpatrywały się w niego przez chwilę, zanim poszukały wzroku męża. Claiborne jednak badał wyraz malujący się na twarzy syna.
– Czy jesteś pewny, że to twoje? – zapytał bez ogródek Claiborne.
Clay pocierał ręką o rękę, pochylony do przodu, wpatrywał się w podłogę.
– Tak mi się wydaje.
Zaskoczona Angela wyraziła to, co ona i jej mąż roztrząsali przez ostatnie kilka godzin.
– Och, Clay, dzisiaj nawet jej nie poznałeś. Jakże może to być prawda?
– Spotkałem ją tylko raz, dlatego w pierwszej chwili jej nie poznałem.
– Jak widać, raz wystarczyło! – rzucił oschłym tonem Claiborne.
– Zasługuję na to, wiem.
Nagle jednak Claiborne Forrester ojciec stał się Claiborne'em Forresterem adwokatem. Przez chwilę chodził tam i z powrotem po pokoju, a następnie zatrzymał się tuż przed synem, machając kieliszkiem, jak często wymachiwał palcem na klienta, zbyt szybko przyznającego się do winy.
