
– Och, Clay – powiedziała, gdy już mogła mówić – gdybyś znowu miał sześć lat, wszystko byłoby łatwiejsze. Mogłabym cię po prostu ukarać i odesłać do twojego pokoju.
Uśmiechnął się smutno.
– Gdybym miał sześć lat, tobyś nie musiała tego robić. Jej łobuzerski uśmiech zniknął.
– Nie rozśmieszaj mnie, Clay. Głęboko mnie zawiodłeś. Daj mi chusteczkę. – Wyciągnął ją z kieszeni. – Myślałam, że nauczyłam cię – wytarła oczy, szukając eleganckiego wyrażenia – szacunku dla kobiet.
– Tak, nauczyłaś. Oboje mnie tego nauczyliście. – Clay wstał gwałtownie, wsunął ręce do kieszeni i odwrócił się.
– Ale na Boga, mam dwadzieścia pięć lat. Czy rzeczywiście sądziliście, że w tym wieku nie miałem do czynienia z kobietami?
– Matka o tym nie myśli.
– Byłbym nienormalny, gdybym do tej pory był nieskalany jak świeży śnieg. Cóż, ty i ojciec byliście już po ślubie, zanim on skończył dwadzieścia pięć lat.
– Właśnie – wpadł mu w słowo Claiborne. – Byliśmy na tyle odpowiedzialni, że wszystko widzieliśmy we właściwej perspektywie. Najpierw ożeniłem się z twoją matką, nie bacząc na to, co mi podszeptywały niskie instynkty, kiedy się spotykaliśmy.
– Przypuszczam, że wygłosisz mi kazanie, gdy ci powiem, że dzisiaj rzeczy mają się inaczej.
– Oczywiście, że tak. Clay, jak mogłeś pozwolić, żeby przydarzyło ci się coś takiego jak randka w ciemno, i to z taką dziewczyną! Można by to wytłumaczyć, gdybyś był z dziewczyną zaręczony lub widywał się z nią od jakiegoś czasu. Gdybyś… gdybyś ją kochał. Nie stój tak i nie proś, żebym tłumaczył twój nierozsądny krok, bo tego nie zrobię!
– Nie oczekuję tego.
– Powinieneś był wykazać więcej rozsądku! – krzyknął starszy pan, przechadzając się gorączkowo po pokoju.
