
– A ja ci powiedziałam, że odmówię. Bobbi wydęła usta.
– Dlaczego musisz być tak cholernie uparta? To także jego dziecko!
– Powiedziałam ci – nie chcę, żeby kiedykolwiek miał nade mną jakąś władzę. Gdyby zapłacił, mógłby uważać, że ma jakieś prawa.
– Nie myślisz racjonalnie! Przydałoby ci się trochę pieniędzy. Jak zapłacisz za drugi semestr?
– Tak jak za pierwszy. – Usta Catherine zacisnęły się w zdecydowaną linię, którą Bobbi tak dobrze znała. – N a d a l mam maszynę do pisania i maszynę do szycia.
– A on ma miliony ojca – odparowała sucho Bobbi.
– Och, daj spokój, Bobbi, nie są tak bardzo bogaci.
– Stu mówi, że śpią na pieniądzach. Mają ich tyle, że parę nędznych tysięcy nie ma dla nich znaczenia.
Catherine wyprostowała się i wysunęła brodę.
– Bobbi, nie chcę się kłócić. Mam dość awantur.
– Słodki stary wuj Herb znowu wstąpił na ścieżkę wojenną, co? – zapytała Bobbi ze słodyczą w głosie. Catherine skinęła głową. – Cóż, zyskałaś przynajmniej tyle, że nie będziesz musiała już tego znosić. – Kiedy Catherine nadal milczała, Bobbi powiedziała weselszym głosem: – Wiem, co myślisz, Cath, ale nie rób tego. Twoja matka wybrała wiele lat temu i to jej problem, czy będzie z tym żyła, czy to jakoś rozwiąże.
– On wpadnie we wściekłość, kiedy odkryje, że wyjechałam, i wszystko skrupi się na niej. – Catherine z ponurą miną wyglądała przez okno.
– Nie myśl o tym. Ciesz się, że udało ci się stamtąd wyrwać. Gdyby to się nie zdarzyło, zostałabyś tam na zawsze, żeby ją chronić. Poproszę mamę, żeby wpadła do was dziś wieczorem, tak że twoja nie będzie z nim sama. Posłuchaj, Cath, najważniejsze, że się stamtąd wyrwałaś. – Rzuciła na kuzynkę spojrzenie brązowych oczu i dodała z uśmiechem: – Wiesz, w pewnym sensie jestem wdzięczna Clayowi Forresterowi.
– Bobbi! – W niebieskich oczach Catherine pojawił się wesoły błysk przygany.
– Cóż, jestem. – Bobbi wyrzuciła ręce w górę, po czym ponownie schwyciła kierownicę. – Niezły ambaras.
