– Cóż, trochę mi… lżej, że cię tu zostawiam, Cath.

Wyraz zamyślenia zniknął z twarzy Catherine, kiedy odwróciła się do kuzynki. Jasne jesienne słońce ogrzewało balsamiczne powietrze. Przez chwilę obie milczały.

– I ja się cieszę, że tu jestem, naprawdę – zapewniła Catherine swą kuzynkę. Wyczuła, że Bobbi znowu dręczy poczucie winy. – Nie waż się tak myśleć – zganiła ją domyślnie.

– Nic na to nie poradzę – odparła Bobbi, wsuwając ręce do kieszeni dżinsów i kopiąc spadły liść. – Gdybym cię z nim nie umówiła…

– Bobbi, przestań. Obiecaj tylko, że nikomu nie powiesz, gdzie jestem.

Bobbi podniosła głowę, nie uśmiechała się. Przygarbiła się, ręce nadal trzymała w kieszeniach spodni.

– Obiecuję – powiedziała cicho, po czym dodała: – A ty obiecaj, że zadzwonisz, jeśli będziesz czegokolwiek potrzebowała.

– Obiecuję. Pomiędzy dziewczętami zaległa intymna cisza, podczas której każda myślała o lipcowej randce w ciemno, która sprawiła, że teraz dzieliły największy wspólny sekret. Przez chwilę Bobbi myślała, że może tym razem Catherine pierwsza się poruszy.

Jednak dla Catherine Anderson serdeczne gesty były sprawą niezmiernie trudną. Tak więc czekała niepewnie, dopóki Bobbi nie rzuciła się i nie uściskała jej z całych sił.

Catherine łaknęła czułości i miłości, ale nie zaznała tego w domu rodzinnym. Okazywanie uczuć, nawet wobec żywej, gadatliwej kuzynki przychodziło jej z największym trudem. Tak więc uścisk, jaki oddała, wiele mówił. Ona sama miała suche oczy, za to Bobbi dławiła się od łez.

– Nie przejmuj się – zdołała powiedzieć, ponownie wciskając ręce do kieszeni dżinsów.

– Oczywiście… i dziękuję.

Dopiero kiedy Bobbi odwróciła się i ruszyła do samochodu, wsiadła i odjechała, nie rzuciwszy jednego spojrzenia wstecz, Catherine przyznała się w duchu, że ma ochotę płakać. Nie płakała jednak. Nie płakała. W wieku jedenastu lat obiecała sobie, że nigdy więcej nie pozwoli sobie na tę słabość.



52 из 355