
– Cóż, wygląda na to, że zniknęła – powiedział, opadając na krzesło przy biurku ojca.
– Takie właśnie odniosłem wrażenie – odparł szczerze zmartwiony Claiborne.
– Ten człowiek to szaleniec.
– Zgadzam się. Nie poprzestanie na obraźliwym telefonie. Czy podzielasz moją opinię?
– Skąd mam wiedzieć? – Clay znowu podskoczył, przeszedł przez pokój i zatrzymał się, wzdychając.
– W czasie tej rozmowy Anderson zagroził nam co najmniej czterema czynami karalnymi.
– Czy wiesz, dokąd ta dziewczyna uciekła? – zapytał jego ojciec.
– Niestety. Wszystko, co mi powiedziała, to że ma pewne plany. Nie miałem pojęcia, że zamierza tak szybko zniknąć.
– Czy znasz jakichś jej przyjaciół?
– Tylko jej kuzynkę Bobbi, z którą chodzi Stu.
– Proponuję, żebyś sprawdził, czy nie wie, gdzie jest Catherine, a im szybciej to zrobisz, tym lepiej. Obawiam się, że Anderson nie powiedział ostatniego słowa. Chcę go powstrzymać, zanim sprawa nabierze rozgłosu.
Tymczasem w Omaha, w stanie Nebraska, siostra koleżanki Bobbi Schumaker z pierwszego roku psychologii wrzuciła pocztówkę do skrzynki pocztowej. Została napisana wyraźnym, charakterystycznym pismem Catherine Anderson i zaadresowana do Ady.
Następnego wieczoru Forresterowie siedzieli przy obiedzie, za stołem nakrytym białym adamaszkowym obrusem, brązowymi serwetkami i z płonącymi świecami pośrodku. Inella, pokojówka, podała właśnie kurczaka po kijowsku i wróciła do kuchni, kiedy usłyszała dzwonek u drzwi. Z westchnieniem poszła zobaczyć, kto to. Zaledwie ruszyła klamką, drzwi rozwarły się z hukiem, gwałtownie pchnięte. Gardłowy głos warknął:
– Gdzie on, u diabła, jest? Inella patrzyła zaszokowana szeroko otwartymi oczami, gdy nagle mężczyzna pchnął ją łokciem tak mocno, że wylądowała na balustradzie schodów, przewracając wazę z eukaliptusem. Zanim zdołała się podnieść, Herb Anderson w kurtce z napisem „Bar Warpa” znikał już w salonie, miotając przekleństwa, od których Inelli huczało w uszach.
