
– Powiedziałem ci, że cię dopadnę, kochasiu, i właśnie mam zamiar to zrobić! – wrzeszczał do zaskoczonej trójki siedzącej przy stole.
Ręka Angeli zatrzymała się w pół drogi do ust. Claiborne upuścił serwetkę, a Clay uniósł się ze swego miejsca. Nim jednak zdołał wstać, dosięgnął go cios w szczękę. Głowa Claya odskoczyła w tył, a przerażający odgłos pięści uderzającej w twarz jej syna sprawił, że Angela krzyknęła i poszukała pomocy u swojego męża. Clay zatoczył się i upadł wraz z krzesłem na podłogę, a wtedy mężczyzna w czerwonej ortalionowej kurtce rzucił się na niego. Zanim Claiborne zdołał zatrzymać rękę Andersona, ten zadał drugi cios. Stojąca w drzwiach Inella krzyknęła, po czym zakryła usta dłońmi.
– Na Boga, wezwij policję! – krzyknęła Angela. – Pospiesz się!
Inella pędem wybiegła z pokoju.
Claiborne zdołał złapać szaleńca za ramię i zakręcić nim młynka, tak że ciężki mężczyzna zatoczył krąg i grzmotnął plecami o krawędź stołu. Kryształowe puchary, kieliszki na wodę i świeczniki przewróciły się. Obrus zapalił się, kiedy rozlał się na nim wosk ze świec, jednak Angela, nie bacząc na nic, usiłowała razem z mężem powstrzymać atak napastnika. Clay podniósł się z krwawiącym nosem, zaskoczony, nie na tyle jednak, żeby z satysfakcją nie uderzyć Andersona pięścią w brzuch. Pozbawiło go to tchu, skulił się, a wtedy Angela złapała go za włosy i szarpnęła najmocniej, jak potrafiła. Clay wyglądał jak szaleniec, na jego twarzy malowała się furia, gdy przytrzymywał wykręcone ręce Andersona, a kolanem przyciskał do podłogi plecy w czerwonej kurtce. Ogień na stole rozprzestrzeniał się, na szczęście do pokoju wpadła Inella, i przewróciła wazon z chryzantemami, żeby ugasić płomienie. Stała, przyciskając dłonie do ust, po policzkach spływały jej łzy.
– Policja już jedzie.
– Ach, na Boga, niech się pospieszą – modliła się Angela.
Szok wywołany napaścią powoli ustępował. Forresterowie spoglądali po sobie ponad pokonanym mężczyzną. Angela dostrzegła rozcięcie na szczęce Claya i jeszcze jedno nad prawym okiem.
