Zanim skończyła rozmowę, Bobbi powiedziała coś, o czym poprzednio postanowiła nie mówić Catherine, ale jednak zmieniła zdanie.

– Clay zatelefonował do mnie i zapytał, czy wiem, gdzie jesteś. Skłamałam.

Przez chwilę na linii panowało milczenie, a następnie Catherine powiedziała cicho:

– Dzięki, Bobbi.

Catherine znalazła artykuł w „Minneapolis Tribune” i przeczytała go kilka razy, próbując wyobrazić sobie scenę, jaką wywołał jej ojciec. Chociaż nie widziała jadalni w domu Forresterów, z łatwością potrafiła wyobrazić sobie jej luksusowy wystrój. Przed jej oczami pojawiła się twarz Claya Forrestera, jego szare oczy, ładny zarys szczęki, a następnie uderzająca w nią pięść jej ojca. Ogarnęło ją poczucie winy. Usłyszała głos Claya, kiedy prosił ją, żeby wzięła od niego pieniądze. Gdyby je przyjęła, ojciec by go nie napadł. Wiedziała także, że jej ucieczka zniweczyła nadzieje Herba Andersona na szybkie wzbogacenie się i stanowiła dodatkowe źródło jego wściekłości. Przynajmniej niepohamowany gniew Herba został odwrócony od Ady, jednak sumienie bezlitośnie dręczyło Catherine, dopóki nie ułagodziła go myślą, że w końcu starszy pan Forrester jest adwokatem i z łatwością może zaskarżyć jej ojca za napaść na swojego syna, na co Herb zasłużył sobie w zupełności. Ta myśl sprowadziła przelotny uśmiech na wargi Catherine.

Bobbi nie była zdziwiona, kiedy następnego dnia otworzyła drzwi i zobaczyła Claya Forrestera.

– Muszę z tobą porozmawiać – powiedział bez wstępów. – Możemy się przejechać?

– Jasne, ale to się na nic nie zda.

– Wiesz, gdzie ona jest, prawda?

– Może… Kto chce to wiedzieć, jej stary?

– Ja.

– Trochę na to za późno, Clay.

– Posłuchaj, czy możemy gdzieś pojechać i napić się kawy?

Bobbi przyglądała mu się przez chwilę, po czym wzruszyła ramionami i odparła:



62 из 355