
– Masz rację, cholera. Jeśli sądzisz, że chcę się z nią zobaczyć tylko po to, żeby Anderson się ode mnie odczepił, to się mylisz. – Zamknął oczy i przez chwilę ściskał nasadę nosa, po czym wyszeptał: – Boże, nie mogę przestać o niej myśleć.
Bobbi przyglądała mu się sącząc kawę. Podbite oko i posiniaczona szczęka w dziwny sposób podkreślały urodę Claya Forrestera. Bobbi trochę zmiękła, widząc zmartwienie malujące się w jego oczach.
– Nie wiem, dlaczego czuję się zmuszona ci to powiedzieć, ale z nią jest wszystko w porządku. Po prostu realizuje swój plan. Catherine jest silna.
– Zdałem sobie z tego sprawę owego wieczoru, kiedy z nią rozmawiałem. Większość dziewcząt w jej sytuacji przyszłaby do mężczyzny na kolanach, ale nie ona.
– Przeszła twardą szkołę. Wie, jak sobie radzić bez niczyjej pomocy.
– Więc nie powiesz mi, gdzie jest? – zwrócił na nią błagalne spojrzenie, sprawiając, że Bobbi niezmiernie trudno przyszła odpowiedź odmowna.
– Dałam jej słowo.
– W porządku. Nie będę zmuszał cię, byś je złamała, ale czy zrobisz coś dla mnie? Powiedz Catherine, że jeśli będzie czegoś potrzebowała – czegokolwiek – niech mi da znać. Powiedz jej, że chciałbym z nią porozmawiać, że to ważne, i zapytaj ją, czy mogłaby zatelefonować do mnie do domu jutro wieczorem.
– Przekażę jej to, ale za nic nie ręczę. Jest uparta… Prawie tak uparta jak jej stary.
Clay wbił wzrok w filiżankę.
– Posłuchaj, ona jest… – Przełknął ślinę, znowu podniósł wzrok i ze ściągniętymi zmartwieniem brwiami zapytał: – Ona nie zamierza zrobić skrobanki?
– Nie. Clay w widoczny sposób rozluźnił się.
Tego wieczoru Bobbi zaczęła rozmowę, mówiąc:
– Clay przyszedł się ze mną zobaczyć. Catherine właśnie odgarniała włosy z czoła. Zamarła w tym geście. Miała wrażenie, że jej serce również zamarło.
