
– Nie powiedziałaś mu?
– Nie, skomplementowałam tylko jego siniak. Twój tatuś rzeczywiście miał poważne zamiary!
Catherine z dużym wysiłkiem oparła się pokusie zapytania, czy Clayowi nic się nie stało.
– Jestem pewna, że nie przyszedł po to, żeby ci pokazać swoje rany bitewne. Czego chciał? – zapytała sztucznie rzeczowym tonem.
– Dowiedzieć się, gdzie jesteś. Chce z tobą porozmawiać.
– O czym?
– Cóż, jak myślisz? Cath, on nie jest taki zły. Nawet się nie żalił, że został pobity. Sprawia wrażenie, że autentycznie martwi się o ciebie i chce jakoś zabezpieczyć dziecko, to wszystko.
– Do diabła z nim! – wykrzyknęła Catherine, rzucając zaniepokojone spojrzenia i upewniając się, że nikt jej nie słyszy.
– Dobrze, dobrze! Jestem jedynie posłańcem. Chce, żebyś zadzwoniła do niego do domu dzisiaj wieczorem.
Zapadła cisza. Catherine zbyt jasno zobaczyła w myślach jego dom, z całym tym wygodnym luksusem, z płonącym o zmierzchu kominkiem, ubranymi elegancko rodzicami i pogwizdującym Clayem, Clayem o włosach koloru jesiennych liści. Catherine poczuła zagrażającą jej słabość, jednak oparła się jej.
– Cath, słyszałaś mnie?
– Słyszałam.
– Nie zamierzasz jednak do niego zatelefonować?
– Nie.
– Powiedział, że koniecznie musi z tobą o czymś porozmawiać. – W głosie Bobbi dał się słyszeć proszący ton. – Posłuchaj, Cath, on mnie zaskoczył. Myślałam, że będzie się starał wydobyć ze mnie, gdzie się znajdujesz, ale nie. Powiedział, że nie ma zamiaru łamać twojego postanowienia.
– Bardzo budujące – skomentowała sucho Catherine, przypominając sobie zatroskanie malujące się na twarzy Claya, kiedy wysiadała z jego samochodu.
– Może to nielojalnie, ale zaczynam myśleć, że tak.
– Co, naprawdę?
– Cóż, czy rzeczywiście tak trudno w to uwierzyć? On naprawdę sprawia wrażenie… no, zatroskanego. Nie sądziłam, że będzie się tak zachowywał. Zaczynam się zastanawiać, co zrobiłby Stu, gdyby znalazł się w jego sytuacji. Sądzę, że uciekłby, gdzie pieprz rośnie. Posłuchaj, dlaczego nie dasz Clayowi szansy?
