— Siostro, pani powłoka odżywcza wyraźnie już odpada — powiedział ten ktoś. — Proszę przekazać mi historię choroby pacjenta i swoje spostrzeżenia, a potem niezwłocznie udać się do jadalni.

— Tak, siostro oddziałowa — odparła jego dotychczasowa opiekunka. — Przekazując mi dokumenty pacjenta, porucznik chirurg Turragh-Mar, oficer medyczny z Treevendara, powiedział, że podczas podróży nie zaobserwował u Hewlitta żadnych symptomów chorobowych ani zmiany jego stanu. Zasugerował natomiast, że choroba może mieć w jakimś stopniu podłoże psychosomatyczne. Jedynym niepokojącym objawem była manifestowana na pokładzie ksenofobia. Przez analogię do wcześniejszych przypadków skłonna jestem sądzić, że pacjent nie miał dotąd wiele do czynienia z przedstawicielami innych gatunków, jeśli w ogóle ich spotykał. Wydawał się mocno zaniepokojony widokiem wielorasowego tłumu na korytarzach Szpitala, gdy zgodnie z instrukcjami starałam się przygotować go na to, co zastanie na oddziale. Zanim tu dotarliśmy, pacjent zaczął chyba częściowo panować nad swą ksenofobią. Panicznie zareagował tylko na jedną istotę, której widok jest dla niego zapewne nadal trudny do zniesienia…

— Dziękuję, siostro — przerwał ten drugi głos. — Teraz proszę, czym prędzej udać się, gdzie trzeba, i spryskać skórę nową warstwą substancji odżywczej, zanim padnie pani z głodu. Od tej chwili ja odpowiadam za pacjenta.

Uniesiony parawan odsłonił widmową postać w nogach łóżka. Hewlitt odruchowo wbił się w poduszki, by odsunąć się jak najdalej.

— Jak pan się dzisiaj czuje, pacjencie Hewlitt? — spytała istota. — Jestem siostra oddziałowa Leethveeschi i, jak pan już bez wątpienia zauważył, należę do IIlensańczyków…

ROZDZIAŁ DRUGI

Istota ruszyła się z miejsca przy nogach łóżka. Skryte w żółtawej mgiełce żółtozielone, liściaste twory odsunęły się, ukazując dwie krótkie kończyny pokryte czymś, co wyglądało na spływające oleistą substancją pęcherze.



10 из 241