— Wiem, że jest pan człowiekiem, choć wszystkie inteligentne istoty nazywają siebie ludźmi. Dzięki wykładom z anatomii obcych rozpoznaję w panu dorosłego samca ziemskiej klasy DBDG, jednak dla mnie jest pan przede wszystkim pacjentem. Staram się wykazać zrozumienie dla wagi, jaką przywiązuje pan do właściwego określenia swojej płci, chociaż nie jest to dla mnie łatwe, zważywszy na fakt, że istoty mego gatunku zmieniają płeć kilka razy w ciągu życia. Niemniej rozumiem, że to delikatna sprawa i że dla niektórych ras niewłaściwa identyfikacja płci jest obraźliwa. Mimo to ufam, że oswoiwszy się nieco ze Szpitalem, zrozumie pan, że zachowanie dystansu do takich kwestii bardzo ułatwia tu życie. A teraz proszę zająć miejsce na noszach.

— Czy pani gatunek ma kłopoty ze słuchem, siostro?! — krzyknął Hewlitt. — Powiedziałem, że sam pójdę.

Istota nie odezwała się, tylko przechyliła nieznacznie do tyłu, przenosząc ciężar ciała na tylną i środkową parę nóg. Dwie przednie kończyny rozwinęły się nagle i zanim Hewlitt zdążył cokolwiek zrobić, jedna objęła go w pasie, druga zaś ścisnęła mu nogi pod kolanami. Został uniesiony w powietrze i łagodnie ułożony na noszach. Nie próbował się nawet wyrywać, gdyż chwyt był pewny, a macki — których dotyk trudno byłoby nazwać niemiłym — twarde niczym giętki, ogrzany metal i potwornie silne.

W powietrzu Hewlitt zdążył zauważyć, że otaczające go macki mogą pełnić zarówno funkcję rąk, jak i nóg. Każda z nich miała na spodzie zgrubienie służące do chodzenia, podczas gdy odgięte lekko ku górze delikatniejsze wyrostki tworzyły palce. Chwilę potem Hewlitt został unieruchomiony w udach przez pasy zabezpieczające noszy. Przezroczyste osłony wysunęły się z obu stron, ale nie zamknęły nad nim. Oparcie uniosło się, pozwalając mu siedzieć prosto. Dzięki temu mógł przynajmniej słyszeć i widzieć, co się dzieje wokół.

Docenił to, pamiętając wiele przejazdów noszami w ziemskich szpitalach, gdzie przed jego oczami przesuwał się jedynie urozmaicony lampami sufit.



3 из 241