
Vetinari zbliżył się ostrożnie i zajrzał w wielkie, okrągłe szkło. Zmarszczył czoło.
— Widzę tylko to, co jest po drugiej stronie — oświadczył.
— Bo jest nastawiony na tu i teraz, panie — wyjaśnił młody mag, który wciąż dostrajał urządzenie.
— Aha. Rozumiem — rzekł Patrycjusz. — Mamy takie w pałacu. Nazywamy je ok-na-mi.
— No… Ale kiedy zrobię o tak … — powiedział mag i przyci snął coś na ramie szkła — …wtedy patrzy w drugą stronę.
Vetinari spojrzał na własną twarz.
— A ta kie nazywamy lus-tra-mi — oświadczył, jakby tłumaczył coś dziecku.
— Nie sądzę — sprzeciwił się mag. — Z po czątku trudno się zorientować, co człowiek właściwie widzi. Pomaga, jeśli się podniesie rękę…
Vetinari zerknął na niego groźnie, ale zaryzykował niewielkie skinienie.
— Och… To ciekawe — przyznał. — Jak się nazywasz, młody człowieku?
— Myślak Stibbons, panie. Nowy kierownik wydziału niewskazanych zastosowań magii. Widzisz, panie, cała sztuka nie polega na budowie omniskopu, bo to w końcu tylko rozwojowa wersja staroświeckiej kryształowej kuli. Trudno go zmusić, żeby widział to, co chcemy. Przypomina to strojenie struny…
— Przepraszam, jakich zastosowań magii?
— Niewskazanych — odparł natychmiast Myślak w na dziei, że uniknie kłopotu, atakując wprost. — Zdołamy chyba nastroić go na właściwy region. Zużywa sporo energii; może trzeba będzie złożyć w ofie rze jeszcze jedną świnkę morską.
Magowie zaczęli zbierać się wokół aparatu.
— Czy można tym zajrzeć w przy szłość? — zainteresował się Vetinari.
— W teorii, owszem, panie. Ale byłoby to wysoce… no niewskazane, rozumiesz, panie, ponieważ wstępne badania sugerują, że sam akt obserwacji prowadzi do kolapsu formy falowej w prze strzeni fazowej…
Na twarzy Patrycjusza nie drgnął nawet mięsień.
— Proszę wybaczyć, ale nie orientuję się w ostat nich zmianach w gronie profesorskim — powiedział. — Czy to pan bierze pigułki z su szonej żaby?
