
— Och, używamy ich, kiedy nam się nie spieszy, panie.
— Cohen Barbarzyńca, obawiam się, nie jest znany z za pominania rzeczy. Ciał… być może. Wszystko, co wiemy, to że zmierza do Cori Celesti.
— Tego szczytu w sa mej osi świata? Po co?
— Miałem nadzieję, że pan mi to powie, panie Stibbons. Dlatego tu jestem.
Bibliotekarz przeszedł znowu, z ko lejnym ładunkiem ksiąg. Kolejną typową reakcją magów, postawionych w nowej, niespotykanej dotąd sytuacji, było przejrzenie biblioteki w celu sprawdzenia, czy coś takiego już się kiedyś nie zdarzyło. Vetinari uznał to za cechę zwiększającą szanse przetrwania. W chwi lach zagrożenia człowiek cały dzień siedział spokojnie w bu dynku o bar dzo grubych murach.
Raz jeszcze spojrzał na trzymaną w dłoni kartkę papieru. Dlaczego ludzie są tacy głupi?
Jedno zdanie przyciągnęło jego wzrok: „Powiedział, że ostatni bohater powinien zwrócić to, co pierwszy bohater wykradł”.
* * *
Bogowie toczą gry losami ludzi. Nieskomplikowane gry, naturalnie, gdyż bogom brakuje cierpliwości. Oszukiwanie należy do reguł. A bogo wie grają na poważnie. Stracić wszystkich wyznawców to dla boga koniec. Ale wyznawca, który przetrwa rozgrywkę, zyskuje uznanie i dodat kową wiarę. Kto zwycięża z naj większą liczbą wyznawców, ten żyje.
Wiele rozgrywek toczy się zawsze w Dun manifestin, siedzibie bogów na szczycie Cori Celesti. Z ze wnątrz wygląda ona jak ludne miasto
Znajomy wygląd miasta brał się stąd, że choć ludzie ulegają boskim wpływom, bogowie ulegają też wpływom ludzkim.
Większość bóstw jest człekokształtna — ogólnie rzecz biorąc, ludzie nie mają zbyt wielkiej wyobraźni. Nawet Offler, bóg krokodyl, ma tylko krokodylą głowę. Jeśli poprosić kogoś, żeby wyobraził sobie zwierzęce bóstwo, zwykle przychodzi mu na myśl ktoś w niegu stownej masce. Ludziom o wiele lepiej idzie wymyślanie demonów, które właśnie dlatego są tak liczne.
