
Bibliotekarz kichnął.
I zmienił kształt.
Magowie ze smutkiem popatrzyli na coś, co wyglądało zupełnie jak wygodny fotel, który ktoś z jakiegoś powodu wyłożył rudym futrem.
— Co możemy dla niego zrobić? — zapytał Myślak Stibbons, najmłodszy z członków grona profesorskiego.
— Byłoby mu chyba wygodniej z paroma poduszkami — stwierdził Ridcully.
— Mam wrażenie, że to nie było w dobrym guście, nadrektorze.
— Niby co? Każdy lubi wygodną poduszkę, kiedy czuje się trochę niezdrowo. Prawda? — rzekł człowiek, dla którego choroba była zjawiskiem niewyjaśnionym.
— Dziś rano był stołem. O ile pamiętam, mahoniowym. Wydaje się, że potrafi zachować przynajmniej kolor.
Wykładowca run współczesnych westchnął i zamknął książkę.
— Z całą pewnością przestał panować nad swymi funkcjami morficznymi — oznajmił. — To chyba nic dziwnego. Obawiam się, że kiedy już raz się zmienił, może zmieniać się znowu o wiele łatwiej. Powszechnie znany fakt.
Zerknął na stężały uśmiech nadrektora i westchnął znowu. Mustrum Ridcully znany był z tego, że nawet nie próbował niczego zrozumieć, jeśli w pobliżu znalazł się ktokolwiek, kto mógł to zrobić za niego.
— Bardzo trudno jest zmienić formę żywej istoty, ale kiedy już raz się udało, łatwiej zrobić to następnym razem — przetłumaczył.
— Można powtórzyć?
— Był człowiekiem, zanim stał się małpą, nadrektorze. Pamięta pan?
— A tak — przyznał Ridcully. — To zabawne, jak się przyzwyczajamy do pewnych rzeczy. Zresztą, według obecnego tu Myślaka, małpy i ludzie są spokrewnieni.
Pozostali magowie zrobili tępe miny. Myślak się krzywił.
