— Pokazywał mi niektóre niewidzialne teksty — ciągnął Ridcully. — Fascynujące.

Magowie spojrzeli groźnie na Myślaka Stibbonsa, tak jak można by spojrzeć na człowieka przyłapanego z papierosem w fabryce sztucznych ogni. Teraz wiedzieli, kto jest winien… jak zwykle.

— Czy to naprawdę rozsądne, nadrektorze? — spytał dziekan.

— Cóż, tak się składa, że jestem tu nadrektorem, dziekanie — odparł chłodno Ridcully.

— Fakt jasny nawet dla ślepego — zgodził się dziekan. Jego tonem można by kroić ser.

— Powinienem się interesować. Wiecie, chodzi o morale — ciągnął Ridcully. — Moje drzwi zawsze są otwarte. Uważam się za członka zespołu.

Myślak znowu się skrzywił.

— Nie wydaje mi się, żebym był spokrewniony z jakimiś małpami — powiedział z namysłem pierwszy prymus. — Znaczy, chybabym o tym wiedział, prawda? Zapraszałyby mnie na śluby i w ogóle. Moi rodzice mówiliby czasem coś w stylu „Nie przejmuj się wujkiem Charliem, on powinien tak pachnieć”. Prawda? I ich portrety wisiałyby…

Fotel kichnął. Nastąpił nieprzyjemny moment morficznej nieoznaczoności, a potem bibliotekarz leżał, znowu w swojej dawnej postaci. Magowie przyglądali mu się czujnie, by zobaczyć, co będzie dalej.

Trudno było przypomnieć sobie te czasy, kiedy bibliotekarz był jeszcze istotą ludzką. Z pewnością nikt nie pamiętał, jak wtedy wyglądał ani nawet jak się nazywał.

Magiczna eksplozja, zawsze możliwa w takim miejscu jak biblioteka, gdzie tak wiele niestabilnych książek o magii spoczywa ściśniętych niebezpiecznie blisko siebie, wprowadziła go nieoczekiwanie w małpiość. Stało się to wiele lat temu. Od tego czasu nigdy nie oglądał się za siebie, a często nie patrzył też pod nogi. Wielki, kosmaty, dyndający na jednej ręce z najwyższej półki, gdy stopami układał książki, stał się powszechnie znany na całym Niewidocznym Uniwersytecie; jego obowiązkowość i oddanie były przykładem dla wszystkich.



7 из 294