
Mruknęła coś niewyraźnie pod nosem.
Gawędziły o błahostkach dotyczących dworu, Hildegarda zapytała o dzieci królowej, a był to temat, który starczał na długo. Ale oczy Hildegardy błądziły po sali…
– Kim jest ten mężczyzna przy drzwiach? – ośmieliła się zapytać, gdy zapadła chwila milczenia; obawiała się bowiem, że królowa zechce ją opuścić. – Drabant o takim przyjaznym, choć smutnym wejrzeniu? Wydaje mi się, że gdzieś go już kiedyś widziałam, ale nie mogę sobie przypomnieć.
To było kłamstwo, ale przecież nie mogła otwarcie okazać zainteresowania drabantem.
– Z pewnością nie, księżno Hildegardo – odparła Charlotta Amalia. – Bardzo długo nie było go na dworze. Cała jego rodzina wymarła i musiał zająć się swą posiadłością. Znane są wam chyba reformy mojego męża dotyczące szlachty. Stare rody zdobyły zbyt dużą władzę, dlatego większości odebrano przywileje…
Królowa przerwała, a Hildegarda nie śmiała się dopytywać. Mogła tylko spoglądać wyczekująco.
Królowa wzrokiem śledziła Jego Wysokość. Rozmawiał właśnie z wielkim, zwalistym szlachcicem o nalanej, błyszczącej twarzy i wyłupiastych oczach.
Ku uldze Hildegardy królowa podjęła przerwany wątek:
– To hrabia Ruckelberg, jeden z nowo mianowanych szlachciców mego męża. Nie twierdzę, że go lubię, tkwi w nim jakiś fałsz, czy nie mam racji, księżno?
Hildegarda zgodziła się z nią.
– No cóż – mówiła dalej królowa, lekko wzruszając ramionami. – Ale nie powinna się o nim mówić nic złego. Cieszy się nieposzlakowaną opinią. Nie było wokół niego żadnych skandali, nazwiska Ruckelberg nigdy nie łączono z żadną kobietą. Interesują go jedynie sprawy królestwa. Mój małżonek twierdzi, że hrabia służy mu nieocenioną pomocą. – Nareszcie wróciła do punktu wyjścia. – Ale młodemu Tristanowi Paladinowi pozwolono zatrzymać jego posiadłość, Gabrielshus. Tak, mówię o drabancie, który wydał się wam znajomy.
