– Kopenhaga nie zawsze była miastem – cicho zauważył komendant.

– Chcesz powiedzieć…? – Medykowi znów ciarki przebiegły po krzyżu.

– Powiadają, że udało im się dotrzeć na sam dół, aż do tego poziomu pod miastem, gdzie przebywają Ludzie z Bagnisk. Podobno nawiązali kontakt z owymi istotami.

– Mam w Norwegii krewniaczkę. Ona twierdzi, że cały Podziemny Ludek, huldry, jest w istocie dosyć przyjaźnie nastawiony do ludzi.

– I pewnie to prawda, nasze elfy też są życzliwe, o ile człowiek nie da im się we znaki. Ale Ludzie z Bagnisk są na wskroś źli.

– Czy ty w nich wierzysz? – dopytywał się doktor.

– Brednie! Powtarzam tylko, co mówią na ten temat ludzie. To zupełnie co innego. Ale wierzę w strażników Prawego Tronu. Przez swe okultystyczne rytuały, oddawanie czci złemu, przeświadczenie, że pozostają w kontakcie z Ludźmi z Bagnisk, stają się groźni jak wszyscy fanatycy.

– Czy wiadomo ci coś o krwawych ofiarach? Oprócz tego, którego zarżnięto?

– Nic konkretnego. Przy takich ceremoniach poświęca się w ofierze głównie koguty i inne drobne zwierzęta. Tak mi się przynajmniej wydaje, niczego nie wiem na pewno. Ale prawdą jest, że w Kopenhadze znikają dzieci. I dorośli także. Ginie po nich wszelki ślad. To jednak nie musi mieć z nimi związku.

– I chcą porwać króla? Co za nikczemnicy! Wiesz, mam ochotę podejść do tych zbirów, stojących po drugiej stronie dziedzińca, i przyjrzeć się im.

– To ci się nie uda. Nie pozwalają nikomu z zamku zbliżyć się do siebie.

– Ależ są wysocy! Skąd się tacy wzięli?

Twarz komendanta przybrała tajemniczy wyraz.

– Można przypuszczać, że Ludzie z Bagnisk to drobne okrągłe istoty, mieszkające gdzieś pod ziemią, prawda?

– No tak, ale przecież ci to tylko Strażnicy.



16 из 185