– Widać, że nie słyszałeś zbyt wiele o Ludziach z Bagnisk z naszej zamierzchłej historii. Podobno i mężczyźni, i kobiety byli niezwykle wysocy.

Doktor przez dobrą chwilę z osłupieniem wpatrywał się w komendanta. Potem powoli przeniósł wzrok na dziedziniec.

Trzy mroczne cienie zniknęły. Rozpłynęły się w ciemności między drzewami.

W sali balowej bawiono się beztrosko i hucznie.

Ale głęboko pod nią działo się coś zupełnie innego.

Medyk i komendant mieli rację. Trzej mężczyźni po drugiej stronie placu zniknęli, ale nie rozpłynęli się w powietrzu.

Karczmarz prowadzący małą, brudną gospodę skinął w ich kierunku głową, gdy schodzili po schodach do wyszynku, tak jak kiwał już wielu milczącym mężczyznom pojawiającym się tu tego wieczoru. Goście raczący się piwem nie zwrócili uwagi na nowo przybyłych, tak szybko prześlizgnęli się przez drzwi ukryte za zasłoną w najciemniejszym kącie.

Wiadomo było, że istnieje jakieś dalsze pomieszczenie, które wynajmować mogą dostojniejsi goście.

Za zamkniętymi drzwiami nie było jednak żadnego pokoju. Kiedy przybysze przeszli za nie, stanęli u szczytu schodów wiodących do piwnicy. Pewnym krokiem schodzili w dół. Tam w świetle migoczącej tranowej lampy odnajdywali kolejne drzwi i kolejne schody prowadzące coraz niżej ku wejściu do murowanego tunelu.

Wygląd kamieni w murze świadczył, że jest to bardzo stare przejście. Tu i tam połyskiwały słabe światła umieszczone w takiej odległości od siebie, że z trudem można było odnaleźć następną lampę. Po ścianach pełzało drobne robactwo.

W tunelu panowała wilgoć. Znajdowali się pod fosą czy może raczej pod kanałem, który służył zamkowi jako fosa.

Potem wilgoć ustąpiła. Ściany stały się suche, porastał je zielony mech. Stanęli przed kolejnymi drzwiami.

Z trudem pchnęli ciężkie kamienne wrota i znaleźli się w piwnicy tak starej, że część muru obróciła się w pył.

W sali balowej nikt nie zauważył, że niektórzy goście, trzymający się do tej pory na uboczu, nagle jakby rozpłynęli się w powietrzu, podczas gdy tak naprawdę wycofali się oni w kierunku schodów wiodących do piwnicy. Łańcuch straży przerzedził się, ale w sposób tak dyskretny, że komendant nie dostrzegł żadnych zmian.



17 из 185