
– Czego żądają? – zapytał jeden ż wtajemniczonych.
– Krwawej ofiary – zimno odparł mężczyzna. – Tym razem to nie może być zwierzę.
– Czy chodzi im o… o naszą największą ofiarę?
– Nie. Czas na nią jeszcze nie nadszedł. Chcą młodej krwi. Krwi dziewicy.
Jednego z chłopców zdjął lęk. Drugi udawanym kaszlem starał się zagłuszyć nerwowy chichot.
Popatrzyli na niego surowo. Zdołał się opanować, ale katastrofa była blisko. Nie mógł nic poradzić na to, że słowa mistrza ceremonii zabrzmiały dla niego zbyt teatralnie.
Wiedział jednak, że to nie żarty. Uczestniczył już w składaniu ofiar, o których bardzo chciałby zapomnieć…
Wkrótce lodowaty strach wypełzł ze ścian i otoczył go dławiącym uściskiem. Obrzędy, które odprawiano, nie dawały powodów do śmiechu.
Gdy z głębi szybu uniosła się zawodząca pogańska pieśń, zimny dreszcz przeniknął młodzieńca od stóp do głów…
Na górze, w sali balowej, trwała huczna zabawa. Jego Wysokość zapraszał na muzykę i tańce. Ukradkiem przekazywano sobie bileciki informujące o miejscach schadzek mężatek i żonatych mężczyzn, którzy bynajmniej nie ze sobą związani byli ślubną przysięgą. Wśród zbytku bawił się dwór.
ROZDZIAŁ III
Mała Marina, choć z całych sił zaciskała powieki, nie mogła uwolnić się od obrazu przerażających wydarzeń, które miały miejsce w zbrojowni.
Otworzyła oczy i nasłuchiwała. Nie, nie słychać było skradających się kroków. Hrabia Ruckelberg na pewno ucztował na dole w sali balowej. O, Boże, niech zostanie tam przez cały wieczór! Niech nie wchodzi na górę!
Zbrojownia… Czy to było tydzień temu? A może więcej? Nie pamiętała.
„Tam jest przecież całkiem ciemno – powiedziała. – jak będę mogła coś zoba…”
„Ciii, poczekaj, zaraz zobaczysz” – odszepnął.
Zadźwięczała potrącana broń.
„Uważaj, jak idziesz” – ochryple nakazał Ruckelberg.
