
Zadzwoniła na pokojówkę, chcąc prosić o radę i pomoc, ją, dziewczynę, która nie żywiła do swej pani ani odrobiny szacunku i posyłała jej za plecami pogardliwe spojrzenia. To Jochum wybrał żonie pokojówkę: zgrabną i śliczną. Jego dłonie z pewnością nie raz obejmowały jej okrągły tyłeczek.
Hildegarda poczuła, że nadchodzi nowy atak słabości. Położyła się na łóżku.
– Jestem tylko trochę zmęczona – powiedziała, pragnąc uspokoić córkę. – Muszę odpocząć minutkę. Zajrzyj tam, do najwyższej szuflady, może znajdziesz kilka cukierków.
Gdy zjawiła się pokojówka, Hildegarda zdążyła jeszcze powiedzieć, że dzwonek trąciła przypadkiem. Dziewczyna odeszła więc, tłumiąc chichot. Hildegarda popadła w omdlenie.
Znów znalazła się w samym środku piekła. Ucztujący dwór, narastający wokół dokuczliwy szum. Świętowano na cześć Jego Wysokości. Ach, ten język, niemożliwy do opanowania! Na szczęście w modzie było posługiwanie się francuskim, którym Hildegarda władała. Ale dziś wieczorem i tak nikt się do niej nie odzywał.
Wiedziała, dlaczego: wyglądała gorzej niż kiedykolwiek. Opuchnięta twarz, a tego defektu nie wypadało zauważać. Omijano ją więc, by uniknąć zadawania pytań lub nienaturalnych prób podejmowania rozmowy na inny temat.
Wszyscy goście stali w wielkiej sali w grupach, rozbawieni, roześmiani. Jochum gdzieś zniknął, zostawiając ją całkiem samą. Ludzie, którzy zbliżali się do niej, w ostatniej chwili skręcali w bok, odwracając spojrzenia.
Tego wieczoru romans z panną Kruusedige rzucał się w oczy bardziej niż kiedykolwiek. Jochum nie czynił już żadnej tajemnicy z ich związku. Pochylał się teraz nad dłonią swej wybranki, całując ją i nie spuszczając przy tym wzroku z ukochanej. Tak całował kiedyś dłoń Hildegardy…
Damy dworu zerkały na księżnę z ukosa, uśmiechając się pod nosem.
O, samotności! Straszliwa salo balowa, tak przeraźliwie wielka i pusta, choć pełna ludzi!
