Mała Marina, jej jedyny przyjaciel na tym świecie, tak bardzo chciała przyjść z matką tutaj, prosiła i błagała z niezwykłym strachem w oczach. Ale Hildegarda musiała odmówić córce, choć serce ściskało jej się z bólu, bo podczas obiadu ani późniejszych tańców nie było miejsca dla dzieci.

Nie czuła się dobrze. Nie mogła oddalić się do swych komnat, gdyż zostałoby to uznane za obrazę królewskiego majestatu. Nie śmiała zbliżyć się z prośbą o pozwolenie, by wolno jej było odejść z powodu złego samopoczucia. Hildegarda nigdy nie należała do osób, które lubią zwracać na siebie uwagę.

Właściwie nie nazywała się Hildegarda, lecz zupełnie inaczej, ale w Riesenstein jej imię było zbyt trudne do wymówienia, zmieniono je więc na Hildegardę. Wtedy nawet jej się podobało, gdyż wybrał je Jochum, ale teraz, gdyby tylko miała odwagę poprosić, chętnie powróciłaby do dawnego imienia.

Jochum przeszedł obok żony, cedząc przez zęby:

– Musisz tak stać jak krowa, cały czas wślepiając się we mnie? Twoja suknia jest taka ciasna, że widać wszystkie zwały tłuszczu! To obrzydliwe! Czy nie mogłabyś przynajmniej zarzucić na wierzch szala?

Przeszedł dalej, rzucając królowej wytworny żarcik.

Kiedy Hildegarda nareszcie odważyła się podnieść wzrok, napotkała czyjeś spojrzenie. Zadrżała. Takich oczu nie widziała na dworze już od wielu lat. Wyrażały zrozumienie, emanowały ciepłem i serdecznością, dawały świadomość bezpieczeństwa, mówiły, że przecież nie jest całkiem samotna i opuszczona. Istniał ktoś, kto po prostu był jej przyjazny, choć nie mógł z nią porozmawiać.

Hildegarda poczuła, jak ogarnia ją przyjemne ciepło, a do oczu napływają łzy wzruszenia i radości. Nie znała tego młodego mężczyzny. Należał do drabantów króla Christiana, doborowej grupy rosłych mężczyzn z rodzin szlacheckich. Mundury królewskiej gwardii były strojne: jasnobłękitne, podbite czerwienią peleryny z białymi, skrzyżowanymi na piersiach bandoletami. Paradowali pod ścianą i pilnowali bezpieczeństwa gości na wielkiej uczcie.



5 из 185