Marina miała wielką ochotę odmówić, ale zbyt mocno tkwiły w niej surowe zasady wpojone przez ojca. Zawsze słuchać dorosłych, być grzeczną i posłuszną dziewczynką. Nigdy przedtem nie sprawiało jej to trudności, wyrosła bowiem na zastraszone dziecko, które nie śmie wymówić słowa „nie”. I teraz także nie mogła postąpić inaczej, tylko pójść z wujkiem do mrocznej zbrojowni.

Nie, nie mogę myśleć o zbrojowni i o tym, co się tam wydarzyło! Muszę się skupić na matce, która jest teraz na dole, w sali balowej, i na pewno świetnie się bawi.

W głębi duszy jednak Marina wcale w to nie wierzyła.

Biedna matka, tak bardzo cierpi! A ojciec jest dla niej taki niedobry, łaje ją, nazywa krową i tłustą maciorą.

Matkę, niegdyś najpiękniejszą na świecie! Tak było, zanim jej twarz stała się taka dziwna. Marina słyszała ostatnio, jak ojciec wrzeszczał na matkę. „Medyk, zdaje się, powiedział, że to wszystko na marne? Dlaczego więc robisz sobie jakieś bezpodstawne nadzieje? Lepiej byłoby przyspieszyć to wszystko, żebym mógł jeszcze nacieszyć się życiem! Lottie nie będzie czekała w nieskończoność.” Lottie to ta panna Kruusedige, która bez przerwy przegląda się w lusterku, tyle Marina wiedziała. A potem matka mówiła swoim cichym głosem coś o Marinie. „O nią nie musisz się martwić. Sam się nią zajmę;” To zabrzmiało groźnie i dziewczynka skuliła się najbardziej jak potrafiła, aby nie mogli jej dojrzeć. „Czy nie pojmujesz, że staję się pośmiewiskiem całego dworu? – wołał ojciec do matki. – Mieć za żonę taką, która mdleje z byle czego!”

Marina pamiętała, że matka płakała, choć starała się to ukryć. Ojciec jednak usłyszał jej łkania i wpadł w jeszcze większy gniew.

Biedna matka! Marina miała nadzieję, że mimo wszystko dobrze się bawi na balu.

Hildegarda zdołała usunąć się na bok, nie stać na środku na oczach wszystkich. Opierała się plecami o ścianę, aby jej tusza była mniej widoczna. Ciasna suknia uwierała tak mocno, jakby za chwilę miały trzasnąć szwy. Hildegardę oblewał zimny pot, pragnęła po prostu odejść i położyć się w swojej komnacie. W drugim krańcu sali stał Jochum, otoczony wianuszkiem zafascynowanych nim dam. Widziała, że jest wśród nich także Lottie Kruusedige. Uczucie wstydu jeszcze bardziej osłabiło Hildegardę; przymknęła oczy, zupełnie zrezygnowana.



8 из 185