
– Brakuje mi Jessiki – wyznał.
– Myślałem, że do tego nie wrócimy.
– Przepraszam.
Win ponownie poprawił się w fotelu.
– Ależ mów – rzekł z miną świadczącą, że milsza od tego byłaby już nawet sonda doodbytnicza.
– Rzecz w tym… że już nigdy nie wypłaczę się na dobre z tego związku. Win skinął głową.
– Jak, nie przymierzając, z trybów maszynerii.
– Tak. Coś w tym rodzaju – odparł z uśmiechem Myron.
– Więc odetnij kończynę i ją zostaw.
Myron spojrzał na przyjaciela. Win wzruszył ramionami.
– Obejrzałem przypadkiem program Sally Jessy Raphael – wyjaśnił.
– To widać.
– Odcinek pod tytułem „Mamusia zabrała mi pierścionek z sutka”. Śmiało wyznam, że się popłakałem.
– Miło słyszeć, że nie tracisz kontaktu z uczuciową stroną swej natury – zażartował Myron, dobrze wiedząc, że Win takiej strony nie ma. – Co robimy?
Win sprawdził godzinę.
– W areszcie powiatu Bergen znam jednego człowieka. Powinien już tam być.
Włączył głośnik i wystukał kilka cyfr. Wsłuchali się w sygnał.
– Schwartz – odezwał się po dwóch dzwonkach głos.
– Brian, tu Win Lockwood.
Na dźwięk jego imienia i nazwiska jak zwykle zapadła krótka, pełna rewerencji cisza.
– Hej, Win.
– Mam sprawę.
– Wal.
– Czy jest tam Esperanza Diaz?
– Nie słyszałeś tego ode mnie – uprzedził po małej chwili Schwartz.
– Czego?
– Wszystko gra, jak długo się rozumiemy. Owszem, jest tutaj. Dowieźli ją w kajdankach parę godzin temu. Cichaczem.
– Dlaczego?
– Nie wiem.
– Kiedy postawią jej zarzuty?
– Pewnie jutro rano.
Win spojrzał na Myrona. Esperanza miała spędzić noc w areszcie. Nie wróżyło to nic dobrego.
– Dlaczego aresztowali ją dopiero teraz?
– Nie wiem.
– Widziałeś, jak przywieźli ją w kajdankach?
