
– Tak.
– Nie zaczekali, aż zgłosi się sama?
– Nie.
Przyjaciele znów wymienili spojrzenia. Aresztowanie z opóźnieniem. Kajdanki. Zatrzymanie na noc. Ktoś w prokuraturze się wkurzył i próbował to zademonstrować. Wróżyło to bardzo niedobrze.
– Co jeszcze ci wiadomo? – spytał Win.
– Niewiele. Jak powiedziałem, zachowali dyskrecję. Prokurator jeszcze nie zawiadomił mediów. Ale zrobi to. Pewnie przed dziennikiem o jedenastej. Wyda krótkie oświadczenie, żadnych pytań itd. Kurczę, gdybym nie był kibicem, w ogóle bym jej nie zauważył.
– Kibicem?
– Zawodowych zapasów. Rozpoznałem ją z dawnych występów na ringu. Czy wiesz, że Esperanza Diaz występowała jako Indiańska Księżniczka, Mała Pocahontas?
Win zerknął na Myrona.
– Tak, Brian, wiem.
– Naprawdę? – zdziwił się mocno podekscytowany Schwartz. – Mała Pocahontas była moją faworytką, absolutnie. Niesamowita zapaśniczka. Ekstraklasa. Na ring wchodziła w bardzo skąpym zamszowym bikini, no nie? A potem brała się za bary z innymi kobitkami, babami na schwał, wiła się na macie i co tylko. W mordę jeża, tak mnie rozpalała, że topiły mi się paznokcie.
– Wyobrażam sobie, dzięki. Coś jeszcze, Brian?
– Nie.
– Nie wiesz, kto jest jej adwokatem?
– Nie… Aha, jeszcze jedno. Jest tu ktoś jakoś z nią związany.
– Jakoś?
– Przed budynkiem. Na schodach sądu.
– Nie bardzo rozumiem, Brian – przyznał Win.
– Po prostu siedzi. Na deszczu. Nie do wiary, ale przysiągłbym, że to dawna partnerka Małej Pocahontas z ringu, Wielka Szefowa. Czy wiesz, że Wielka Szefowa i Mała Pocahontas trzy lata z rzędu były międzykontynentalnymi mistrzyniami w walkach parami? Win westchnął.
– Co ty powiesz.
– Cokolwiek znaczy ten tytuł. No, bo co znaczy „międzykontynentalny”? Nie teraz. Mówię o co najmniej pięciu, sześciu latach wstecz. Ale co tam, były niesamowite. Wspaniałe zapaśniczki. Dzisiejsze walki to już nie ta klasa.
