Zabraliśmy płaszcz i poszli. O sto kroków dalej zobaczyliśmy człowieka. Leżał na piasku, silne ręce rozłożył szeroko rozkrzyżowane. Twarz kryły mu długie, siwe jak srebro włosy. Wyglądał na śpiącego, ale byliśmy pewni, że nie żyje. Jednak żył jeszcze. Lekki oddech ledwie poruszał potężną piersią. Doprowadziliśmy go do przytomności. Niestety, nie na długo. W kilka godzin później zmarł nam na rękach. Spełniając jego wolę, zawinęliśmy ciało w przetykany złotem płaszcz, przywiązali ciężki kamień u nóg i rzucili z wysokiego urwiska do oceanu. W kilka dni później Jacques namalował jego portret — ten sam, który widziałeś. Po śmierci Jacques’a wziąłem ten portret do muzeum, które właśnie zacząłem tworzyć. Mówię oczywiście o podziemnym muzeum — dodał di Riveira po krótkiej przerwie.

— No a co dalej? — spytałem.

— O portrecie już wszystko — rzekł cicho starzec — skały i ocean Jacques malował z natury. Sam rozpoznasz miejsce, jeśli kiedy będziesz na tym cyplu. Zajrzyj tam. Ocean przyjął tam w swoje łono ostatniego człowieka Atlantydy.

— Ostatniego człowieka… Atlantydy? — powtórzyłem zbity z tropu i pewien, że się przesłyszałem.

— Tak. Człowiek ten wrócił na Ziemię po dwunastu tysiącach ziemskich lat i nie znalazł nawet miejsca, gdzie była jego ojczyzna.

Poczułem, że w głowie zaczyna mi się kręcić. Błysnęła myśl: „Ktoś z nas zwariował. Albośmy się obaj wstawili”.

Łyknąłem kawy i wpatrywałem się w starca.

Di Riveira splótł cienkie palce i podparłszy na nich ostry suchy podbródek patrzył na ciemniejący ocean. Wiatr rozwiewał rzadkie włosy na jego żółtej, przypominającej pergamin czaszce.

— Może pan powie jaśniej — poprosiłem. Milczał.

— Jak mam rozumieć „dwanaście tysięcy lat”?

— Oczywiście dosłownie.

Wzruszyłem ramionami. Zdenerwował się.

— Nie śpiesz się z pochopnymi wnioskami. Pomyśl.



15 из 282