
— tak brzmiało ostatnie zdanie, jakie dotarło do nas z ginącej ojczyzny.
Potem łączność urwała się. Domyśliliśmy się, że Centralne Obserwatorium Atlantydy zostało zniszczone.
Nieznajomy zamilkł, jego głowa bezsilnie opadła na pierś.
— Co ci powiedział? — zapytał Jacques, ciągnąc mnie za rękaw.
— Cicho bądź, znów wraca do przytomności.
Nieznajomy z wolna rozwarł powieki. Powiódł dokoła oczyma — potem znów wpatrzył się w ocean.
— Tracę siły — wyszeptał. — To już ostatnie chwile. Słuchajcie mnie, nowi ludzie Ziemi. Starajcie się zrozumieć i zapamiętać moje słowa. Nie wiem, jaki poziom osiągnęły wasze nauki. Ale jeśli nauka Atlantów zginęła razem z nimi, jeśli zaczynaliście wszystko od nowa, pamiętajcie…
w świecie wokół was, w najprostszych ciałach kryją się olbrzymie zasoby energii. Jeśli ją nieostrożnie wyzwolicie, czeka was los Atlantów. Bądźcie rozsądni.
Jego głos zadrżał i urwał się…
— W czym możesz nam pomóc? — zapytałem, odgarniając mu włosy opadłe na twarz.
— W niczym. Nade mną śmierć… Moi towarzysze pomarli w drodze, pochowałem ich w Kosmosie. Sam jeden wróciłem na Ziemię. Chciałem za wszelką cenę zobaczyć ojczyznę, nie wiedziałem, że została z niej tylko… legenda.
— Twoją ojczyzną jest cała Ziemia. Masz ją przed sobą.
— Dziękuję ci, nowy człowieku Ziemi. Kto wie, może masz rację. I z tą myślą lżej mi umierać. Nie ma nic gorszego nad samotność. Wreszcie pochowałem i Anar, moją wierną przyjaciółkę, wiecznie młodą towarzyszkę.
Na usta cisnęło mi się wciąż jedno pytanie. Zadałem je, ledwie Atlantyda umilkł.
