Egipscy kapłani powiedzieli Solonowi: „Wy, Hellenowie, zawsze jesteście dziećmi. Nie ma starca między Hellenami… Istniało swego czasu, Solonie… państwo, które dziś jest państwem ateńskim, wielka potęga militarna i w ogóle prawa miało znakomite… Pisma nasze mówią, jak wielkie państwo wasze złamało potęgę, która gwałtem i przemocą szła na całą Europę i Azję. Szła z zewnątrz, z Morza Atlantyckiego… Bo morze miało wyspę przed wejściem, które wy nazywacie słupami Heraklesa. Wyspa była większa od Libii i od Azji razem wziętych. Ci, którzy wtedy podróżowali, mieli z niej przejście do innych wysp. A z wysp była droga do całego lądu… Otóż na tej wyspie, na Atlantydzie, powstało wielkie i podziwu godne mocarstwo… władające Libią aż do granic Egiptu i nad Europą aż po Tyrrenię. Więc ta cała potęga zjednoczona próbowała raz…

ujarzmić wasz i nasz kraj i całą okolicę Morza Śródziemnego. Ale przyszły straszne trzęsienia ziemi, potopy i nadszedł jeden dzień i jedna noc okropna, a wyspa Atlantyda zanurzyła się pod powierzchnie, morza i zniknęł*a.

Stwierdziwszy, że dalsze teksty również są wzięte z Platona, wszedłem do następnej sali. Była to biblioteka. Zapełniały ją ciężkie rzeźbione regały napchane książkami. Leżały tu tysiące tomów we wszelkich możliwych językach; wszystko — o Atlantydzie.

Rozprawy filozoficzne stały obok powieści fantastyczno-naukowych, grube monografie historyków obok albumów wycinków gazetowych.

Nigdy nie sądziłem, że o Atlantydzie napisano tak dużo.

Pośrodku sali, na wielkim stole zawalonym gazetami stał olbrzymi globus. Na nim na bladoniebieskim tle Atlantyku ktoś naniósł czerwonym tuszem kontury zatopionego kontynentu. Wpatrywałem się uważnie w niezwykły dla oka zarys granic geograficznych. Człowiek, który skompletował tę zadziwiającą bibliotekę i naniósł na globus kontury Atlantydy, rozporządzał informacjami różnego stopnia wiarogodności.



6 из 282