Jedne granice wyciągnął grubą czerwoną linią z załamaniami półwyspów, zatok i przylądków. Inne ledwie zaznaczył schematycznymi kreskami.

Trzecie — najmniej pewne — tylko wypunktował. Zaginiony kontynent przecinały rzeki. Wypływały z górskiego łańcucha, który ciągnął się z północy na południe. W łańcuchu tym z łatwością poznałem grzbiet środkowoatlantycki.

Przyjrzawszy się baczniej, zauważyłem, że kontury Europy i Ameryki Północnej w wielu miejscach są poprawione i różnią się od dzisiejszych.

Półwysep Pirenejski i góry Atlasu ciągnęły się dalej na zachód. Zatoka Biskajska była o połowę mniejsza. Północną Europę i Amerykę pokrywały drobne niebieskawe kreski. Granica ich odpowiadała zasięgowi lodów w okresie największego zlodowacenia.

Nie była to współczesna mapa z hipotetycznymi konturami zatopionego kontynentu, ale paleogeograficzna mapa czwartorzędu sporządzona z jakąś niesamowitą pedanterią.

Nieznany autor wykorzystał najnowsze dane o ukształtowaniu dna oceanicznego i świetnie się znał na subtelnościach paleogeografii czwartorzędu. Z drugiej jednak strony, wielka ilość dziwnych szczegółów wziętych z nieznanych źródeł nasuwała przypuszczenie, że rysunek na globusie jest wytworem głównie fantazji. Daremnie szukałem daty, nazwiska autora, jakichkolwiek przyjętych oznaczeń. Nie było nic.

A może globus nie jest eksponatem. Więc po co tu stoi? i po co ta biblioteka przed wejściem do sali?

Nie znalazłszy odpowiedzi na te pytania zostawiłem globus i ruszyłem dalej. Następna sala była olbrzymia. Skośne, wąskie okienka umieszczone tuż pod sufitem zasłonięte były czerwonymi kotarami. W czerwonym mroku ciągnęły się hen szeregi kolumn podpierających kamienny strop.

Dopiero gdy uszedłem już kilkadziesiąt kroków, uświadomiłem sobie, że sala ta jest znacznie większa od całego gmachu muzeum i że jestem w podziemiach.

Na potężnych drewnianych postumentach przy ścianach i kolumnach stały i leżały jakieś płyty, grubo ociosane bloki, głowice porozbijanych kolumn, fragmenty rzeźbionych gzymsów, misternych arkad.



7 из 282