– Jak mamy jechać po nocy przez tę dzicz? – szepnął do mnie Dawus. – Ten las musi się ciągnąć całymi milami!

Zaskoczony usłyszałem tuż obok siebie głos wróżbity. Myślałem, że jest w przedzie z żołnierzami.

– Nic w tej okolicy nie jest tym, czym się wydaje – szepnął chrapliwie. – Nic!

Zanim zdążyłem się odezwać, dwaj legioniści zawrócili konie, ustawiając się po naszych obu stronach i odsuwając wróżbitę na bok. Czyżby naprawdę sądzili, że możemy próbować ucieczki w ten głęboki, ciemny las?

Okazało się jednak, że las nie jest ani taki głęboki, ani ciemny. Przedzieraliśmy się przez mroczny gąszcz zaledwie chwilę, a potem nagle wyjechaliśmy na rozległą przesiekę. Resztki dziennego światła ukazały naszym oczom nie kończące się pole ściętych pni. Las został po prostu wycięty. Żołnierz spostrzegł moje zaskoczenie i zaśmiał się.

– To robota Cezara! – wyjaśnił. – Kiedy Massylczycy odmówili mu otwarcia bram, rzucił tylko okiem na mury miejskie i uznał, że trzeba atakować od strony morza. Tylko że nie mieliśmy okrętów! Cezar zdecydował więc zbudować flotę z dnia na dzień. Do tego jednak potrzeba dużych drzew: cyprysów, jesionów, dębów. Na tej skalistej ziemi nie ma ich za wiele i właśnie dlatego Massylczycy uznali ten las za święty i przez setki lat nigdy go nie tknęli. Mówili, że żyją w nim bogowie, którzy byli tam na długo przed ich przybyciem, tak starzy i skryci w mroku, że nawet Galowie nie znają ich imion. To było dzikie, wilgotne miejsce; ziemia pod stopami miękka jak pył od próchniejącego przez wieki drewna, a w gałęziach drzew wisiały pajęczyny wielkości domów. Massylczycy budowali ołtarze, na których składali nieznanym leśnym bóstwom ofiary z owiec i kóz, drzew zaś nie śmieli tknąć z obawy przed jakąś straszliwą boską zemstą. To jednak nie powstrzymało Cezara. O, nie! „Ściąć te drzewa”, rozkazał, „i zbudować moje okręty!” Niestety, ludzie wyznaczeni do rąbania ulegli czarom.



11 из 239