Wielu z nich umazanych było ziemią, a niektórzy wyglądali, jakby tarzali się w błocie. Dla prostych żołnierzy oblężenie oznacza nie kończące się kopanie: jak nie okopów, to latryn, jak nie sypanie szańców, to drążenie tuneli pod murami nieprzyjaciela. Od czoła kolejki dobiegał tępy, rytmiczny stukot drewnianych łyżek o miski. W nozdrzach poczułem przelotny zapach jakiejś potrawy. Czyżby wieprzowina? Obaj z Dawusem zjedliśmy tego dnia tylko po kawałku chleba od śniadania w tawernie. Słyszałem, jak mojemu zięciowi kiszki marsza grają.

Oficer mierzył nas niechętnym wzrokiem ze swego składanego krzesełka. Nasze pojawienie się przeszkodziło mu w rozpoczęciu kolacji.

– Doprawdy, dowódco, czy to nie mogło zaczekać do rana?

– Ale co mieliśmy z nimi robić do tego czasu? Traktować ich jak honorowych gości czy jak więźniów? A może puścić ich wolno i wyrzucić z obozu? Pewnie, ten starszy wygląda dość nieszkodliwie, ale ten młody, ponoć jego zięć…

– Dowódco kohorty, ty musisz naprawdę być taki głupi, na jakiego wyglądasz, choć wydawało mi się to niemożliwe. Chcesz uzależniać sposób traktowania włóczęgów i intruzów od ich wyglądu? To pierwszorzędny pomysł, jeśli chcesz dostać nożem w plecy od jakiegoś massylskiego szpiega!

– Nie jestem niczyim szpiegiem – wtrąciłem, a mój brzuch zawtórował mi przeciągłym burczeniem.

– Jasne, że nie! – warknął oficer. – Jesteś Rzymianinem i nazywasz się Gordianus… jak twierdzisz. Dlaczego się wałęsałeś przy świątyni Artemidy?

– Zmierzaliśmy do Massilii i zgubiliśmy drogę.

– Dlaczego zjechaliście z gościńca?

– Karczmarz ostrzegł nas, że grasują na nim bandyci. Za jego poradą spróbowaliśmy pojechać na skróty.

– A po co w ogóle jedziecie do Massilii? Macie tam rodzinę czy interesy? A może szukacie kogoś z obozu?

W odpowiedzi opuściłem tylko głowę.

– Tu właśnie się zamyka! – Dowódca kohorty wzniósł ręce w geście rezygnacji. – Na pewno ma coś do ukrycia.



14 из 239