Spozierał teraz na mnie z zaciekawieniem. Nie sądziłem, by mnie pamiętał, ale znał moje imię.

– Jesteś ojcem Metona – powiedział, wyciągając spomiędzy zębów włókienko mięsa.

– Zgadza się.

– Nie jesteście podobni. Ach, ale przecież ty go adoptowałeś, prawda?

Skinąłem głową.

– A ten drugi?

– To mój zięć.

– Kawał chłopa.

– Czuję się z nim bezpieczniej w podróży.

– Powiedz mu, żeby wyszedł z namiotu.

Skinąłem znów głową, na co Dawus się nachmurzył i bąknął swoje: „Ale, teściu…”

– Być może ci ludzie mogliby zaprowadzić Dawusa do jadalni oficerskiej – zasugerowałem, wskazując żołnierzy siedzących lub stojących tu i ówdzie w dużym namiocie i spożywających kolację. – Wtedy nie będziemy musieli słuchać przez ścianę, jak mu burczy w brzuchu.

– Dobry pomysł – zgodził się Treboniusz. – Wszyscy wychodzić!

Nikt nie zakwestionował tego rozkazu i po chwili zostaliśmy w namiocie sami.

– Miałem nadzieję, że jeszcze zastanę tu Cezara – powiedziałem.

– Tak, na początku był tu. Poprosił grzecznie Massylczyków o otwarcie bram, a oni się ociągali. Zażądał więc tego kategorycznie, to mu odmówili wprost. Cezar zaplanował oblężenie, naradzał się z inżynierami co do metody zburzenia murów, nadzorował budowę okrętów, instruował oficerów, przemawiał do żołnierzy, a potem pospieszył załatwić pilne sprawy w Hiszpanii. – Treboniusz uśmiechnął się ponuro. – Ale kiedy już rozprawi się z tamtejszymi legionami Pompejusza, wróci tutaj… a ja będę miał zaszczyt oddać mu Massilię otwartą jak rozłupany orzech.

– W Rzymie słyszałem, że Massylczycy chcieli po prostu zachować neutralność.

– Kłamstwo. Kiedy Pompejusz dał drapaka do Grecji, jego sojusznik Lucjusz Domicjusz Ahenobarbus przyżeglował tutaj, uprzedzając Cezara. Przekonał Massylczyków, by zamknęli przed nim bramy i wzięli stronę Pompejusza, a ci głupcy go posłuchali.



16 из 239