– Treboniuszu, zanim Meto opuścił Rzym, widziałem się z nim i rozmawialiśmy. Pomimo pozorów nie wierzę, że zdradził Cezara. Wiem, że tak się nie stało. Z pewnością i ty to wiesz, skoro tak dobrze znasz mojego syna… i Cezara…

Pokręcił stanowczo głową, a jego twarz przybrała jeszcze surowszy wyraz.

– Posłuchaj, Gordianusie, twój syn był moim przyjacielem. Jego przejście na stronę wroga było jak nóż wbity w plecy nie tylko Cezara, ale i w moje, i w plecy każdego żołnierza, który walczył pod jego rozkazami. A mimo to, choć to dziwne, nie mogę powiedzieć, że mam mu to za złe. Żyjemy w okropnych czasach. Rodziny są rozdarte, brat zwraca się przeciw bratu, mąż przeciw żonie, a nawet syn przeciw ojcu. Paskudna sprawa. Meto dokonał wyboru, niewłaściwego co prawda, ale o ile wiem, musiał kierować się honorem. Jest teraz moim wrogiem, ale nie nienawidzę go. Ciebie też nie winię za postępek syna. Możesz odejść swobodnie. Ale jeśli przybyłeś tu, by wraz z Metonem knuć spisek przeciw Cezarowi, obejdę się z tobą tak samo ostro jak z każdym zdrajcą. Zawiśniesz na krzyżu.

No, to go pociągnąłem za język, pomyślałem. Jeśli Treboniusz zna prawdę, nie zamierza mi jej wyjawić. Patrzyłem, jak atakuje resztki mięsa uczepione jeszcze kości. Po chwili znów zaczął mówić.

– Dam ci radę, Gordianusie. Prześpij się porządnie, a rano wróć, skąd przybyłeś. Jeśli Meto się z tobą skontaktuje, powiedz mu, że Cezar zetnie mu głowę. Jeśli się nie odezwie, czekaj na wieści. Wiem, że to trudne, ale prędzej czy później dowiesz się, jaki los przypadł mu w udziale. Znasz to etruskie porzekadło: kiedy raz zacznie się żałoba, nigdy się nie skończy, więc nie ma sensu zaczynać jej choćby o godzinę wcześniej niż trzeba.

Odchrząknąłem i odparłem:

– W tym, widzisz, cały kłopot. W dniu przed moim wyjazdem z Rzymu dostałem wiadomość od kogoś z Massilii, która mówiła, że Meto został zabity. Dlatego przyjechałem aż tutaj: chcę sprawdzić sam, czy mój syn żyje… czy nie.



18 из 239