
– Może on utonął i ciała nie odnaleziono? A może… – Ujrzałem w wyobraźni płomienie i pobladłem na myśl, jaką mi nasunęły. – Myślisz, że się nad tym nie głowiłem, Treboniuszu? Budzę się z myślą o tym i z nią zasypiam. Kto mi przysłał tę wiadomość, dlaczego, skąd i czy to prawda, czy nie? Co się stało z moim synem?
Patrzyłem na Treboniusza, czując, jak zgryzota wypływa mi na twarz. Jeśli on wie, czy Meto żyje, czy nie, chyba powiedziałby mi chociaż tyle, aby ukoić cierpienie ojca? Jego ponura mina jednak nie zmieniła się ani na jotę, jakby był posągiem.
– Rozumiem twój dylemat – powiedział. – Niepewność to paskudne uczucie. Współczuję ci, ale pomóc nie mogę. Z jednej strony, jeśli Meto żyje i jest w Massilii, to znaczy, że związał się z Domicjuszem i zdradził Cezara. Nie możesz się przedostać do miasta, by się z nim zobaczyć, a nawet gdyby był jakiś sposób, nie pozwoliłbym ci na to. Będziesz musiał zaczekać, aż Massylczycy się poddadzą albo aż zburzymy ich mury. Wtedy, jeśli go tam zastaniemy… Naprawdę chciałbyś tu być, gdy to się stanie, i być świadkiem ukarania go za zdradę? Z drugiej strony, jeśli Meto już nie żyje, i tak nie dasz rady przeniknąć przez mury, by się dowiedzieć, jak to się stało i kto ci przysłał tę wiadomość. Mogę ci obiecać jedno: kiedy zdobędziemy Massilię i czegoś się dowiemy, dam ci o wszystkim znać. Jeśli sam Meto wpadnie nam w ręce, napiszę ci, jak Cezar z nim postąpi. Nic więcej nie mogę dla ciebie zrobić. Twoje zadanie jest więc zakończone. Możesz wracać do Rzymu ze świadomością, że uczyniłeś wszystko, co mogłeś. Dopilnuję, aby znalazło się dla ciebie miejsce do spania na tę noc. Rano wyjedziesz z obozu. – Ostatnie słowa Treboniusza zabrzmiały wyraźnie rozkazująco. Przyglądał się przez chwilę ogryzionej kości, którą wciąż ściskał w ręku. – Ale gdzież są moje maniery! Musisz umierać z głodu, Gordianusie. Idź i przyłącz się do twojego zięcia w jadalni dla oficerów. Sos nie jest taki zły, jak wygląda, naprawdę.
