Wyszedłem z namiotu i podążyłem za swoim nosem do owej jadalni. Choć w brzuchu burczało mi coraz głośniej, zupełnie straciłem apetyt.

Rozdział III

Przydzielono nam prycze w namiocie oficerskim stojącym niedaleko kwatery dowódcy. Jeżeli Treboniusz naprawdę wierzył w zdradę Metona, okazał wielkoduszność, przyjmując tak gościnnie jego ojca. Było bardziej prawdopodobne, że chce mnie po prostu mieć pod ręką i upewnić się, że następnego dnia rzeczywiście wyjadę z obozu. Leżałem na swoim posłaniu, nie mogąc zasnąć, choć dookoła wszyscy spali, a tuż obok słyszałem delikatne pochrapywanie Dawusa. Może i się zdrzemnąłem, bo trudno byłoby mi powiedzieć, czy obrazy jawiące mi się przed oczyma to sen, czy twory mojej wyobraźni. Widziałem wąwóz, w który zabłądziliśmy tego popołudnia, płot zrobiony z kości, mroczną świątynię i przysadzisty zarys kamienia z nieba, poświęconego Artemidzie, wycięty las i wróżbitę, który wiedział, po co przyjechałem… Gdzie ja się znalazłem? O świcie, jeżeli Treboniusz dopnie swego, będę musiał wyjechać, nie dowiedziawszy się niczego. W końcu odrzuciłem koc i po cichutku wyszedłem z namiotu. Księżyc w pełni wisiał nisko na zachodzie, rzucając długie, czarne cienie. Oświetlające obozowe alejki pochodnie już się dopalały. Szedłem przed siebie bez celu, stopniowo pnąc się pod górę, aż wreszcie trafiłem na wyrównany placyk koło namiotu Treboniusza. Byłem na szczycie wzgórza, skąd roztaczał się widok na oblężone miasto. W ciemności Massilia przypominała wielkiego potwora z grzebieniem ze wzgórz na grzbiecie, który wypełznął z morza i padł bez sił pyskiem w dół, a potem został otoczony ścianami z wapienia, teraz lśniącymi niebieskawym blaskiem odbitych promieni księżyca. W załomach murów pod wieżami panowała najczarniejsza ciemność, podkreślana jeszcze pojedynczymi punktami ognia pochodni płonących na blankach. Po obu stronach miasta otwierały się ku morzu wcięte w ląd zatoki; większa z nich, po lewej stronie, stanowiła port. Gładka powierzchnia wody była czarna jak noc i tylko pod księżycem rozlewała się plama srebra. Wyspy nieopodal portu, za którymi stały na kotwicach okręty Cezara, majaczyły niewyraźnymi, szarymi sylwetkami.



21 из 239