Treboniusz odbędzie triumfalny wjazd i obejdzie się bez krwawych jatek. Massylczycy zrozumieją beznadziejność dalszej walki i złożą broń. My z Dawusem zrzucimy zbroje, znikniemy w jakimś zaułku i będziemy przeszukiwać miasto, aż znajdziemy Metona, całego i zdrowego, i zdumionego naszym pojawieniem się. Skoro miasto padnie, jego misja będzie zakończona, odda się w ręce Treboniusza, przedstawi dowody swej lojalności wobec Cezara i wszystko się dobrze skończy.

Ilu ludzi w tym tunelu pocieszało się w tej chwili równie optymistycznymi wizjami przyszłych godzin?

Buum! Duży, twardy kawał ziemi uderzył mnie w głowę, aż zatoczyłem się na stojącego przede mną młodzieńca. Dawus schwycił mnie za ramię i pomógł złapać równowagę.

I wtedy od przodu nadleciał inny dźwięk. W niczym nie przypominał łomotu tarana. Był to ciągły i z każdą chwilą narastający ryk.

Zadźwięczało mi w uszach. Zdawało mi się, że słyszę krzyki, ale utonęły one w nieustającym huku i w owym przejmującym grozą nowym hałasie. Poczułem na twarzy uderzenie chłodnego wiatru. Knot w moim ręku został gwałtownie zdmuchnięty, podobnie jak wszystkie inne. Ogarnęła nas najczarniejsza ciemność. Wiatr nie ustawał, niosąc zapach wody.

Teraz już wyraźnie usłyszałem ludzkie krzyki, dziwacznie zniekształcone w tunelu i zlewające się w jeden monstrualny jęk, jak wrzawa na widowni cyrku. Rozległ się głośny trzask łamanych belek.

Zrobiło mi się gorąco. Serce zaczęło mi walić w piersi. Odruchowo napiąłem wszystkie mięśnie, wiedząc i tak, że na nic się to nie zda.

I wtedy uderzyła w nas ściana wody.

Rozdział V

W okamgnieniu, szybciej niż myśl, młody żołnierz został rzucony na mnie jak głaz z katapulty, aż mi zaparło dech w piersiach. A potem wszystko już było tylko chaosem, ogłuszającym rykiem. Zupełnie, jakbym stał na zapadni, która nagle się otworzyła, ale zamiast spaść, zostałem podrzucony w górę. Coś mnie ścisnęło od tyłu i podniosło. W jakiś sposób znalazłem się przyciśnięty do stropu tunelu, w jakiejś pustej jamie ponad rwącym nurtem, zwrócony do niego twarzą. Ciemność nie była absolutna; gdzieś niedaleko wciąż migotał pojedynczy płomyk.



39 из 239